Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadania. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 marca 2016

Rozdz.2 "siostrzyczki"

Siemka <3  Mam nadzieję, że Wam się spodoba taki nagły zwrot akcji :D !

"Wciąż walczy."

*perspektywa Jack'a*

Pięknie, naprawdę. Poproszę o nagrodę za najlepszego brata roku. Ze skrzywieniem wymalowanym na twarzyczce skrywałem się w składziku woźnego. Roiło się tam od cholernej ilości kurzu oraz pajęcznyn, a co się z tym wiąże? Pająki. Wredne, małe i z owłosionymi odnóżami. Miałem wrażenie, iż wzrócę zaraz swoje śniadanie. Och biada mi! Mój żołądek właśnie urządził sobie strajk i stwierdził, że nie ma zamiaru dłużej przebywać w towarzystwie tych jakże uroczych stworzonek. No cóż. Nie miałem ochoty aby udekorować te malutkie pomieszczenie swoimi wymiocinami. Wycofałem się więc po chwili i jak gdyby nigdy nic opuściłem teren szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu afera spowodowana wężem trwała nadal. Opanowałem fale rozbawienia i nawet nie pisknąłem. Dopiero potem wybuchnąłem śmiechem, gdy upewniłem się, że jestem w bezpiecznej odległości od murów szkoły. Jak można wystraszyć się tego gada? Przecież to zbożowy wąż. Nie jest on groźny ani nawet nie długi na piętnaście kilometrów. Absurdalne by się go bać. Mój genuisz mnie doprawdy zadziwia. Nawet nie miałem pojęcia, iż jestem tak mądry i potrafie obmyślać dywersyjne działania, gdy mój ukochany Jeff'uś potrzebuje porozmawiać z jakąś panienkom. Z szerokim uśmiechem usiadłem na ławce. Znalazłem się w parku. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak szybko przebierałem nogami. Chwila zasłużonego odpoczynku mi się należy. Przymknąłem powieki i pozwoliłem aby aksamitny wiatr zwiastujący nadchodzącą wiosnę muskał moje blade policzki.

*perspektywa Julki*

Nienawidzę węży! Panika zawładnęła moim ciałem. Czułam się jak marionetka całkowicie zależnia od niej. Paraliż, kompletny paraliż. Strach przed bliskim kontaktem z tym pomarańczowym osobnikiem przyprawiał mnie o dreszcze. Nie mogłam nic zrobić. Chciałam uciekać, lecz moje stopy przyszpilone były do podłoża za pomocą niewidzialnych gwoździ. Chciałam krzyczeć, lecz moja krtań przeistoczyła się w ogromną gulę utrudniającą chociażby przełknięcie śliny. Chciałam stać się niewidzialna, lecz nie było mi dane posiadać takich zdolności. Chciałam być tuż przy boku siostry, lecz nie mogłam wypatrzeć jej w tłumie. Moment... Dlaczego nie było Jessi? Czyżby już się dowiedziała o mojej perfidnej zdradzie? Och nie... Szala niepowodzeń przeważała aktualnie moje życie...

*w między czasie Jessica i Jeff*

Brunetka nie miała pojęcia co się przed momentem wydarzyło. Pamięta jedynie silne, męskie ramiona i pociągnięcie za kościste palce swojej zadbanej dłoni. Wszystko działo się jak rodem z filmu akcji. Niestety wykonanego bardzo tanim kosztem i bez efektów specjalnych. Teraz dziewczyna badała sytuacje. Sumowała wszelkie fakty, ale nadal nie mogła określić miejsca swojego położenia. Ciemność przenikała przez nią jak osiadająca się ranna mgła. Była niczym bezbronne zagubione w szarej rzeczywistości dziecię. Jej oddech był długi, a puls podwyższony do granic możliwości.
- Co się dzieje?  Gdzie ja jestem? Czy ja umarłam? To sen? - czaszka nastoletniej panny aż pękała od nadmiaru zadawanych pytań, które na dany moment pozostawały bez odpowiedzi.
Nagle ujrzała jakąś jasną łunę. Światło. Ktoś o wysokiej sylwetce zbliżał się z oddali niosąc w ręce zapaloną świecę. Jessica starała się zachować zdrowe zmysły i nie dać emocją. Zaczekała na ową postać. Był to nikt inny jak szanowny Jeffrey. Dziewczyna zmarszczyła brwi. To znowu ten młodzienieć, któremu tęczówki zmieniają barwę. Jessica pocierała kciukiem swoje biodro w celu dodania sobie odrobinkę otuchy. Czarnowłosy był świadom jaki stosunek ma do niego ta siedemnastolatka... Zasiał w niej ziarenko lęku, a teraz niczym ogrodnik pielęgnuje swoją roślinę.
- Nie martw się jesteśmy w piwnicy szkoły. A teraz do rzeczy. Musimy sobie coś wyjaśnić. - zaczął beznamiętnie odstawiając świecę na ziemię tak aby oświetliła ona zmysłową twarz Jessicy.
- O czym? - starała się o ton chłodny, a nawet można rzec, że arogancki.
- O tobie. - mruknął krótko ilustrując dziewczynę od stóp do głów.
Była nadzwyczaj piękna i co najważniejsze nie potrzebowała kilogramów makijażu czy wyzywających ubrań by taką być.
- O-o mn-mnie? - zająknęła się, a Wood's uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak o tobie. Jesteś niezwykła i ja to wiem. Niestety nie mam pojęcia czym tą niezwykłość sobie zawdzięczasz. Ty jako jedyna zorientowałaś się, iż moje oczy zmieniają barwę. W dodatku nie dałaś się zmanipulować ani mnie ani Jack'owi. Swoją drogą różnicie się z siostrom, co nie? Ona jest szczęśliwa przy swoich biologicznych rodzicach, a ty? Straciłaś matkę, a ojca nie było ci dane nigdy poznać. - Jeff opowiedział kilka zdań z niezwykłą lekkością w głosie.
Jessica nie mogła uwierzyć własnym uszom. Skąd on mógł wiedzieć to wszystko... Czy możliwe jest by ukochana Julka wszystko powiedziała? I jeśli tak czy wspomniała również o czytaniu w myślach? Ciemne oczy brunetki zeszkliły się na kształt tafli lodu na jeziorze. Okrutny świat, okrutni ludzie. Nastolatka miała dość.
- Nic o mnie nie wiesz! - wykrzyczała młodzieńcowi prosto w twarz i poczęła biec przed siebie odpychając przy tym Jeffrey'a.
- A miało być tak miło. - burknął Wood's mrużąc powieki.

*perspektywa Jessicy*

Biegłam ile sił w nogach. Niestety moja kondycja oraz brak oświetlenia nie pomagały mi w odnalezieniu wyjścia. Na moje nieszczęście potknęłam się o jakiś wyboisty przedmiot na podłodze. Padłam na zimną posadzkę z impetem. Najbardziej ucierpiała moja prawa ręka, która w ostatnich sekundach zasłoniłam twarz. Niemal natychmiast skóra na tej właśnie ręcę przybrała śliwkowej barwy i spuchnęła. Syknęłam , po czym ostatkami sił podniosłam się. Cholera. Ból, piekielny ból. Chyba jest złamana, lecz nie poddam się. Dam radę i potem najwyżej jakoś usztywnię sobie tą głupią kończynę. Grube krople wypływały z kącików mych oczu. Koszulka powolutku nasiąkała łzami. Jestem sama skazana na odwieczne  cierpienia. Zsunęłam się plecami po lodowatej ścianie i opadłam na ziemię. Nie pamiętam chwili, gdy wszelkie moje zmysły wygasły.

***

- Niech pan będzie dobrej myśli. Ma silne serce i wciąż walczy.
- Ona leży tutaj od dwóch tygodni nie dając znaków życia. Jest jak lalka, piękna lalka, do której się mówi, ale to jest pozbawione sensu, bo i tak nie odpowie.
- Proszę wierzyć, a teraz przepraszam, ale muszę iść.
Słyszałam głosy. Najczęściej jednak były one łamiące się w połowie wypowiedzianego zdania. Nie potrafiłam unieść powieku ku górze ani poruszyć jakąkolwiek częścią ciała. Ciągłe pikanie na kardiomonitorze działało na mnie nadzwyczaj kojąco. Codziennie ktoś gładził moją dłoń, a potem całował w czółko. Niestety... Nie miałam pojęcia kim ta osoba była... Wiem jednak jedno. Ten dotyk był dla mnie jak woda dla spragnionego...

piątek, 11 marca 2016

Rodział IV - "Twój cień niczym anioł stróż"

Który to już rozdział? Czwarty? Zapraszam do czytania w końcu jest! =D

Specjalna dedykacja dla Julii K, która zmusiła mnie do napisania tego. 

Kawiarenka upajała wszystkich aromatycznym zapachem kawy w powietrzu. Dopiero co zmielone ziarna to gratka dla prawdziwych smakoszy. Nie mniej jednak Maja nie zajmowała się badaniem zapachów, które rozprężone były na całej powierzchni gustownego prostokąta. Nastoletnia panna widoczne skrępowanie wypisane miała na urodziwej twarzyczce. Z jednej strony miała cholerną chcicę aby porozmawiać z przystojnym Damonem. Chciała poczuć jak jego głos muska aksaminte wnętrze bębenków w uszach. Po prostu prawdziwa rozkosz dla duszy. W końcu przełamała się i wydobyła z malinowych ust niepewne pytanie skierowanie do kruczowłosego.
- Jesteś stąd? - spojrzeniem poznawała kolejne kawałki bladej twarzy swego towarzysza.
Doprawy ciekawa była jego odpowiedzi. Jakoś nigdy wcześniej nie było jej dane ujrzeć biel jego skóry czy głębie czarnych jak węgiel oczu... Czekała na jego odpowiedź całą wieczność,  a przynajmniej tak jej się wydawało.
- Jestem z daleka. Przyjechałem jakiś czas temu i nie znam jeszcze dobrze okolicy.
- W takim razie... Mogłabym ci przedstawić nasze cudowne miasto. Przysięgam,  że nie pożałujesz. Łagodny klimat bez nadmiaru spalin,  ciekawy krajobraz no i wspaniali ludzie.  - z tym ostanim Majka musiała niestety skłamać,  lecz czego się nie robi dla wiarygodnej reklamy rodzinnych stron?
Z resztą kłamać nie musiała. Malowniczny park usłany tysiącem miodowych liści to doprawdy gratka dla fanów nautry. Czyste powietrze to natomiast zasługa górskiego położenia geograficznego miasta. Niewielkie wzniesnienia jak i potężne szczyty zachęcały turystów z całego globu.
- Och. To chyba nie jest najlepszy pomysł. - mruknął i nerwowo podrapał się w tył głowy.
Maja w jednej chwili posmutniała. Jej malinowe usteczka stworzyły małą podkówkę, a zrezygnowane spojrzenie badało dokładnie podłogę.
Cóż. Nastolatka nie miała w zwyczaju rozmawiać z innymi ludźmi, a tym bardziej dopiero co poznanymi. Nie mniej jednak poczuła ukłucie. Jakby jej dusza została dziubana przez stado padlinożernych sępów.
- I bądź tutaj miła dla przyjezdnych. - pomyślała.
Wtem dostała olśnienia. Mała żaróweczka zapaliła się tuż nad jej brązową główką. Podstawy psychologi wreszcie jej się na coś przydały.
- Dlaczego? Przecież nie jest ze mnie psychopata, który czyha na twoje życie, a po drugie i tak moja szkoła przez najbliższe trzy dni jest zamknięta. - siliła się o ton przekonującego do kupna zabawki dziecka.
Damon przygryzł mocno dolną wargę, a na słowa o psychopacie jego tęczówki przybrały lekki odcień szkarłatności. O dziwo tej jakże nie banalnej zmiany nie dostrzegła Majka. Dla niej młodzieniec wciąż grzeszył urodą i pięknymi oczami o magicznej barwie smoły. Była w stanie iść o zakład, iż ustawia się do niego cały kram młodych dam po klucz do bram serca. Albo może i już znalazł wybrankę swojego życia? Ewentualnie mógł być orientacji homoseksulanej aczkolwiek tego ciemnowłosa nie brała w ogóle pod uwagę. Damon jakby zmienił się w stłup soli. Nawet nie mrugał, a to mogło wzbudzać podejrzenie czy aby na pewno jego tętno jest jeszcze wyczuwalne i nie ma potrzeby wystawiania aktu zgonu.
- Odpowiesz mi? - promienny uśmiech wślizgnął się na bladą buzię nastolatki.
Poskutkowało. Blady chłopak powrócił na zimię niczym kosmonauta po misji.
- Em... Muszę już iść, cześć. - poderwał się z miejsca zarzucił na ramiona rockową, skórzaną kurtkę i od tak po prostu opuścił lokal.
Brunetka spoglądała jeszcze dłuższą chwilę na drzwi, którymi właśnie wyszedł jej sympatyczny znajomy. Westchnęła głęboko i zawołała kelnerkę. Kobieta w kwiecie wieku, najpewniej studentka zaoczna przyjęłą zamówienie dziewczyny na cappucino zrobione z chudego mleka. Kiedy Majka otrzymała swoją kawę ostrożnie upiła malutkiego łyka. Gorący napój podrażnił jej gardło i momentalnie rozgrzał ciało. Pogoda za oknem jesienna więc takie specyfki dla picia to najlepsze co może być. Licealistka spędziła w kawiarence jeszcze około godziny powoli delektując się cappucinem. Po tym czasie zapłaciła zostawiając spory napiwek dla pracownicy, która ją obsłużyła. Maja postanowiła wrócić do domu. Wcisnęła gładkie dłonie do kieszeni płaszcza i poczuła, że coś jest w jednej z nich. Bynajmniej nie był to zmechacony materiał odzienia, a jakiś papierek. Wyjęła skrawek i przeczytała treść. Na początku przekonana była, iż to jedynie jakiś stary paragon, ale myliła się. Na kawałeczku pergaminu widniał napis - "Dziś o 20:00 w parku. D". Nastolatka zdezorientowana zmarszczyła brwi i zgniotła karteczkę w małą kuleczkę.
- Czy to ukryta kamera? - powiedziała sama do siebie rozglądajac się dokoła.
Przypadkowi przechodnie mijali ją, a ona nie rezygnowała się z wykonywania obrotów.
- Park. Dwudziesta. Dziś. - powtarzała ciągle jakby niedowierzając.
To wszystko stawało się coraz dziwniejsze. Również poczucie strachu i obserowania przez jakąś persone znacznie wzrosło. Czyżby ta młoda dama zwariowała i powinna zostać osadzona w białym pokoju bez klamek? A co jeśli jej fanaberie to nie tylko sprawka bujnej wyobraźni? Rodzice dziewczyny nie pozwaliali jej nigdy wychodzić z domu później niż o szesnastej, a wracać zaś punktulnie o godzinie osiemnastej. Jej umysł przestał trzeźwo myśleć zupełnie jakby upojony alkoholem. Cholerna ekscytacja i chęć przygody ogarnęła ciało Majki. Pragnęła stawić się o dwudziestej w parku nawet za cenę życia i śmierci. To coś nowego, innego. Jak wiadomo człowiek lubi z różnych pieców chleb jeść więc nic dziwnego, iż tajemnicza wiadomość kusiła brunetkę. Zakazany owoc smakuje najlepiej. Czy da młoda istotka skusi się po niego?

piątek, 1 stycznia 2016

Rozdział III - "Bliżej niego"

Hejka! 

Na początku chciałabym Wszystkich przeprosić za moją nieobecność. Niestety w moim życiu było parę spraw, które mnie przerosły... 


      Majka obudziła się w odpowiedniej porze. Na nieboskłonie bowiem, przebijały się przez ciemne chumry promienie słoneczne. Pełna grymasu wymalowango na urodziwej twarzyczce powolutku dochodziła do siebie. Kolejny koszmar... Pot skraplający się na nieskazitelnym czole, łzy zgromadzone w kącikach ciemnych oczu... Z malinowej dolnej wargi ciurkiem zastygała bordowa krew. Rana wyglądała nie zbyt groźnie, aczkolwiek cholernie piekła. Istna paranoja. Kasztanowowłosa zdaję się powinna otrzymać tytuł stygmatyczki. W dodatku ta ciągła panika i  kreowanie przez umysł obecności jakiejś istoty, która bacznie obserwuje każdy jej ruch... Błyskawicznie odgarnęła złe myśli i poderwała się z wygodnego łóżeczka. Pędem porwała do łazienki, gdzie przemyła rozciętą część ust, a następnie ułożyła włosy w luźnego, swobodnego koczka.
       Na dół zeszła pół godziny później. Odziana w długi, musztardowy sweter, smolistą koszulkę i jasne spodnie typu rurki. Nim zjadła śniadanie dostrzegła na stole karteczkę z napisem "Bądź grzeczna, kochamy Cię!". Westchnęła głęboko biorąc kanapkę z sałatą do ust. Szczerze wątpiła w uczucia rodziców co do jej osoby, lecz może się myliła? Człowiek często jest przekonany do czegoś co jest jedynie żałosną iluzją naszego wnętrza...
        Już miała przekroczyć próg szkoły, gdy na strach drzwiach z pełnią dumy wisiała informacja "AWARIA PRĄDU! SZKOŁA NIE BĘDZIE CZYNNA PRZEZ NAJBLIŻSZE TRZY DNI!"... Aż zamrugała z niedowierzania, po czym koniuszkami kościstych palców poczęła skutać w zgrabne udo. Nie miała pomysłu na spędzenie reszty dnia. Bynajmniej nie miała zamiaru wracać do pustych kątów domu, w którym odbijałoby się jedynie echo. Cóż... Park również odpadał z racji urojeń nastoletniej panny. W końcu zdecydowała się na umilenie czasu przy świeżej, upajającej zapachem kawie. Szczery uśmiech wkradł się na buźkę dziewczyny. Udała się więc do pobliskiej kawiarni.
         Pomieszczenie wypełniały piękne dźwięki rockowch ballad, rzecz jasna bliskich sercu Mai. Ściany wyłożone tanią, ale gustowną tapetą. Było przytulnie jednak dość... Ciasno. Lokal wypełniony był pod samiutkie brzegi, co nie było jakąkolwiek nowością. Ciemnowłosa przejechała spojrzeniem po sali. Okazało się, iż znalazła jedno wolne miejsce przy stoliku przeznaczonym dla dwóch osób. Sugerowało to, że musiałaby się przysiąść do pewnego czarnowłosego. Zawahała się chwile, ale mimo to z ogromem nieśmiałości podeszła do mężczyzny.
- Prze-przepraszam... Czy mogłaby się przysiąść? - rumieniec oblał jej policzki.
Panicz odwrócił się. Na jego twarz mimowolnie wmalowało się zadowolenie. Skinął głową dodając przy tym.
- Proszę nie lubię siedzieć samotnie.
Majka wręcz zamarła. To był ON... Ten sam diabelnie przystojny młodzieniec. Szaleńczo czarne tęczówki i blada, porcelanowa cera.
- To byłeś ty wczoraj. - palnęła zajmując miejsce naprzeci chłopaka.
Zaśmiał się cynicznie jednak zarazem i z nutką ironii.
- Tak szybko odeszłeś... Nawet nie zdążyłam podziękować i się przedstawić. - wymamrotała przygaszona.
- Naprawdę nie ma za co. Po prostu byłem w pobliżu. - wyszczerzył rząd perlistych ząbków w sposób godny królewskiej krwi.
- Och, nie. Ty pojawiłeś się tak nagle jakby super bohater. Jestem ci doprawdy wdzięczna... Może mogłabym chociaż kupić ci coś do picia? - zaoferowała serdecznie, delikatnie się przy tym uśmiechając.
Kruczowłosy pokręcił w sposób przeczący głową.
- Nie trzeba. W-w-właściwie to ja już wypiłem swoją kawę. - odparł krótko lekko poddenerwowany.
- No trudno... Swoją drogą nadal się nie przedstawiłam, ale ze mnie gapa. Jestem Maja. - ostatkami sił próbowała utrzymać rozmowę z tajemniczym ciemnookim.
- Damon. - rzekł uważnie wpatrując się w młodą kobietę.
Jego wzrok dogłębnie ilustrował twarz brunetki. Łagodne rysy bez grama makijażu. Była piękna. Zresztą, tak też sądził ten magnetyczny młodzieniec...


 I OCZYWIŚCIE SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU! OBY BYŁ LEPSZY NIŻ TEN 2015 :) 


P.s nadal mam do dyspozycji laptop, który niestety nie posiada autokorekty.

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Przywitanie + prolog "(nad)zwyczajna"

  Hej!

 Chciałabym powitać Cię na moim blogu. Nazywam się Jessica. Mam czternaście lat i chodzę do drugiej klasy gimnazjum. Od jakiegoś czasu piszę opowiadania. Jest to forma, przy której mogę odetchnąć i przelać wszystkie emocje (nawet te złe) na papier. Do założenia bloga zachęciła mnie moja koleżanka z klasy. Mam nadzieję, że nie znudzisz się szybko i pozostawisz po Sobie jakiś ślad :) Nie przedłużając zachęcam do czytania prologu. Dość krótkiego, ale to tak tylko na rozgrzewkę! :D 
      


       PROLOG - "(NAD)ZWYCZAJNA"



       Mleczna łuna okalała owalną twarzyczkę nastoletniej panienki, która stąpała zziębniętymi stopami po soczyście zielonej trawie. Jej duże oczęta z czekoladową barwą tęczówek wydawałby się być jakby puste... Zupełnie bez jakiegokolwiek tchnienia.  Łagodny wiatr rozwiewał aksamitne, kasztanowe włosy dziewczyny. Ciemność, błoga ciemność okryta nutką jesiennego zapachu... To było coś, co wręcz zapierało dech w piersiach. Nad tym krajobrazem panowała pewna magia, dosłownie... Brunetka czuła się jak małe dziecko w ciepłych, serdecznych ramionach ukochanej matki, jak baranek, który odłączając się od stada w ogóle niczego nie stracił. Przymknęła powieki i dała się ponieść chwili. Do jej nozdrzy wdarła się woń owoców i przekwitniętych kwiatów. Westchnęła cichuteńko. W jednym momencie cisza przerodziła się w donośny krzyk. Ktoś usilnie wypowiadał imię niewiasty... Głębokie przerażenie ogarnęło ciało długowłosej. Kompletny paraliż. Chciała uciekać, ale nie potrafiła wykonać najmniejszego ruchu. Mowa również została jej odjęta, zupełnie jakby zamieniła się rolami z niemową pokrzywdzonym przez srogi los. Wtem zza krzaka jakby z procy wyskoczyła postać w smolistym płaszczu z kapturem. Nikt nawet najlepszy detektyw nie mógłby wytropić jej tożsamości... Bowiem sylwetka zniekształcona, buzia i głowa okryte. Przerażający widok... Coś na kształt najgorszych bohaterów filmów grozy. Brr... Oddech panny stał się nierównomierny, puls zaś podwyższył się. Bicie serca nawet z większej odległości było słyszalne. Gorąca, bordowa krew huczała w skroniach. Nie wiedziała co ją czeka. W duchu jednak wygłaszała modlitwy do Dobrego Ojca by w razie czego mogła zostać Jego służbą. Śnieżne skrzydła, długa również jasna szata przeszyta złotymi  nićmi. Tak właśnie sobie wyobrażała tych, który zaznali zbawienia i w Królestwie beztrosko zasiadają na tronach wysokich wśród tych Najważniejszych. Zanim się zorientowała jej przegub trwał w cholernym uścisku. W mgnieniu oka skóra zmieniła odcień na malinowy...
      - Maja, wstawaj! - po małym aczkolwiek przestronnym pomieszczeniu rozległ się piskliwy głos tęgiej, piegatej kobiety.
Biada tej mężatce... W sposób bezczelny wyrywać własne dziecko ze wspaniałej krainy Morfeusza? Osobiście uważam, iż takie czyny powinny być karalne. Nie dość, że na zegarku dopiero co wybiła godzina szósta piętnaście to jeszcze na kalendarzu wyraźnie widniał  nieszczęsny napis - poniedziałek. Oczywiście jak można się domyślić znienawidzony przynajmniej przez większość ludzi dzień tygodnia.
        Dziewczyna leniwie uniosła ciężkie, zaspane powieki ku górze. Zamrugała razy kilkanaście aby uzyskać ostrość widzenia. Po dłuższej chwili bezsensowego ilustrowania bieli sufitu przeniosła się do siadu, a następnie zsunęła nogi na chłodne panele. Wzdrygnęła się lekko i szybko udała się do toalety. Tam zażyła odświeżający prysznic. Pod wpływem letnich kropelek wody rozproszonych na zgrabnym ciele młodej kobiety poczuła ogromną ulgę. Jakby wszystkie kłopoty i zmartwienia odeszły. Czaszka wyprana z napływu zbędnych myśli... Cóż w sumie to i nawet dobrze. Nastolatka szybko uwinęła się z pozostałymi czynnościami nasiąkniętymi rutyną, czyli wysuszyła i ułożyła włosy oraz odziała się. Tego dnia postawiła na elegancję. Biała koszula podwinięta do łokci, która włożona była do kraciastych, czerwonych spodni. Na nogi wsunęła jeszcze ciemne botki na lekkim obcasie i była gotowa do wyjścia na przystanek autobusowy, gdyż droga do szkoły pieszo zajęła by jej coś około godziny. Rzuciła jeszcze magnetycznym spojrzeniem na swoje odbicie w zwierciadle. Naturalna twarz, bez grama makijażu. Jednak nawet go nie potrzebowała. Kaskada gęstych rzęs podwinięta do góry, rumiane policzki i praktycznie nie widoczne piegi w okolicach małego noska. Swój wygląd oceniała na pozytywną ocenę. Krótki uśmiech wdarł się na pełne usta brunetki.
       Schodziła po krętych schodach z torbą przewieszoną przez ramie. Jej żołądek wyraźnie domagał się jedzenia. Oczywiście sprawy nie ułatwiał osiadający się w powietrzu zapach gorących naleśników z dżemem wiśniowym. Ślinka aż sama leciała. Sprężyła się więc. Nie minęła minuta i już pałaszowała słodkie śniadanie mistrzów. Wychwalając przy tym sprawczynie tej jakże wybitnej uczty, a mianowicie swoją mamę. Ta tylko głaskała jej główkę jakby wciąż była malutką zagubioną dziewczynką. Zmarszczyła jednak krzaczaste brwi, gdy ujrzała jeden z nadgarstków córki.
- Majka?! Co ty masz na lewej rączce?
Panienka odetchnęła głęboko błądząc żałośnie po czerwonym zabarwieniu na przegubie. Przypomniała się jej dzisiejsza noc.
- To nic, pewnie się gdzieś uderzyłam. - przygaszonym tonem odparła matce i zaraz potem zerwała się z miejsca.
Wyszła z domu trzaskając dębowymi drzwiami pozostawiając rodziców w kompletnym osłupieniu.
- Steven... Chyba to przez nas... Pamiętasz naszą umowę szesnaście lat temu? - starsza kobieta pełna pogardy do siebie mówiła przez słone morze łez.
- T-t-to już niedługo nastąpi... Dokładnie w jej urodziny. Nie. Nie potrafię pojąć, iż poświęciliśmy własne dziecko... Anno, byliśmy tacy głupi, ach dlaczego nie możemy cofnąć czasu?! - i tak zaczęły się żałosne łkania dwójki dorosłych ludzi.