sobota, 12 marca 2016

~ Z pamiętnika samobójcy ~ mega króciutki pościk

Post skierowany główie dla mojej przyjaciółki, a ona już wie czemu. 

*** 

3 marca 2016 roku

 Ciągle czuję na sobie nienawistne spojrzenia innych. Przenikają do mojego serca i niczym malutkie szpileczki tworzą kolejne dziury, których głębokość nie jest znana nawet mi. Ludzie coraz częściej przestają być ludźmi. Ból rozpiera moje ciało z siłą okropnie mocną. Dziś w nocy kolejna fala sennych koszmarów ogarnęła mój biedny mózg i kreowała obrzydliwe wizje. Aktualnie siedzę w pokoju. Jest pusty zupełnie jak mój wzork. Ściany niemalowane od wielu, wielu lat, a podłoga zaniedbana. To pomieszczenie idealnie opisuje mnie. Przytłaczająca cisza o dziwo działa na mnie jak heroina na beznadziejnego narkomana. Dobrze, że jeszcze nie dostaję chcicy, gdy nie mogę zaznać chwili spokoju. Powoli, bardzo dokładnie badawczym spojrzeniem oglądam moją lewą rękę. Liczne blizny, niektóre nawet jeszcze o barwie jaskrawoczerwonawej. Dopatrzyłem się i również z trzy pamiątki poparzeń. Ach. Wspomnienie ugaszania papierosów na mojej nagiej skórze przyprawiło mnie o podniecenie. Ekscytacja zadawania sobie bólu jest dla mnie czymś w rodzaju sztuki. Abstrakcyjne obrazy na cielesnym płótnie. Tak moge się nazwać artystom. Wszelkie problemy znikają w chwili, gdy zaczynam tworzyć. Wena twórcza wtedy nie opuszcza mnie nawet na chwilę. Raz nawet udało mi się namalować cudowny pejzaż szarej rzeczywistości. Szkarłatna ciecz opatuliła mnie niczym matka, która zawsze kocha swe dziecię. Jednak kiedy zabraknie mi pomysłów na nowe obrazy? Co ja wtedy pocznę? Na pewno nie mam zamiaru by moja czaszka ponownie wtopiła się w tłum ludzkiej zawiści. Nienawidzę nawet spoglądać na drugiego człowieka. Przyprawia mnie to wtedy o odruch wymiotny. I choć dawno straciłem swą godność nie mam zamiaru przechodzić przez to po raz kolejny. Zaufałem zbyt wiele razy... Moja duszyczka już więcej nie mogłaby przywiązać się do jakiejś istoty na nowo. Paniczny lęk przed straceniem nienarodzonej jeszcze więzi jest jak paraliż. Zawładnął bowiem moje paskudne, splute wstydem ciało i nie pozwala na wszelakie kontakty międzyludzkie. Jedynie co mogę to udzielać się artystycznie. Jednak coraz częściej pragnę zasnąć w mężnych ramionach brunatnych desek. Dokładnie przeanalizowałem plan działania. Garść tableteczek, które przepisał mi ten pożal się Boże doktorek w śnieżnym kitelku popitych wysokoprocentowym trunkiem. To będzie prawdziwa uczta z moją przyjaciółkom. Nigdy wcześniej nie wspominałem o niej, ale ona jest mi niezmiernie bliska. Jej imię przyprawia mnie o dreszce. Śmierć.


Rozdz.2 "siostrzyczki"

Siemka <3  Mam nadzieję, że Wam się spodoba taki nagły zwrot akcji :D !

"Wciąż walczy."

*perspektywa Jack'a*

Pięknie, naprawdę. Poproszę o nagrodę za najlepszego brata roku. Ze skrzywieniem wymalowanym na twarzyczce skrywałem się w składziku woźnego. Roiło się tam od cholernej ilości kurzu oraz pajęcznyn, a co się z tym wiąże? Pająki. Wredne, małe i z owłosionymi odnóżami. Miałem wrażenie, iż wzrócę zaraz swoje śniadanie. Och biada mi! Mój żołądek właśnie urządził sobie strajk i stwierdził, że nie ma zamiaru dłużej przebywać w towarzystwie tych jakże uroczych stworzonek. No cóż. Nie miałem ochoty aby udekorować te malutkie pomieszczenie swoimi wymiocinami. Wycofałem się więc po chwili i jak gdyby nigdy nic opuściłem teren szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu afera spowodowana wężem trwała nadal. Opanowałem fale rozbawienia i nawet nie pisknąłem. Dopiero potem wybuchnąłem śmiechem, gdy upewniłem się, że jestem w bezpiecznej odległości od murów szkoły. Jak można wystraszyć się tego gada? Przecież to zbożowy wąż. Nie jest on groźny ani nawet nie długi na piętnaście kilometrów. Absurdalne by się go bać. Mój genuisz mnie doprawdy zadziwia. Nawet nie miałem pojęcia, iż jestem tak mądry i potrafie obmyślać dywersyjne działania, gdy mój ukochany Jeff'uś potrzebuje porozmawiać z jakąś panienkom. Z szerokim uśmiechem usiadłem na ławce. Znalazłem się w parku. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak szybko przebierałem nogami. Chwila zasłużonego odpoczynku mi się należy. Przymknąłem powieki i pozwoliłem aby aksamitny wiatr zwiastujący nadchodzącą wiosnę muskał moje blade policzki.

*perspektywa Julki*

Nienawidzę węży! Panika zawładnęła moim ciałem. Czułam się jak marionetka całkowicie zależnia od niej. Paraliż, kompletny paraliż. Strach przed bliskim kontaktem z tym pomarańczowym osobnikiem przyprawiał mnie o dreszcze. Nie mogłam nic zrobić. Chciałam uciekać, lecz moje stopy przyszpilone były do podłoża za pomocą niewidzialnych gwoździ. Chciałam krzyczeć, lecz moja krtań przeistoczyła się w ogromną gulę utrudniającą chociażby przełknięcie śliny. Chciałam stać się niewidzialna, lecz nie było mi dane posiadać takich zdolności. Chciałam być tuż przy boku siostry, lecz nie mogłam wypatrzeć jej w tłumie. Moment... Dlaczego nie było Jessi? Czyżby już się dowiedziała o mojej perfidnej zdradzie? Och nie... Szala niepowodzeń przeważała aktualnie moje życie...

*w między czasie Jessica i Jeff*

Brunetka nie miała pojęcia co się przed momentem wydarzyło. Pamięta jedynie silne, męskie ramiona i pociągnięcie za kościste palce swojej zadbanej dłoni. Wszystko działo się jak rodem z filmu akcji. Niestety wykonanego bardzo tanim kosztem i bez efektów specjalnych. Teraz dziewczyna badała sytuacje. Sumowała wszelkie fakty, ale nadal nie mogła określić miejsca swojego położenia. Ciemność przenikała przez nią jak osiadająca się ranna mgła. Była niczym bezbronne zagubione w szarej rzeczywistości dziecię. Jej oddech był długi, a puls podwyższony do granic możliwości.
- Co się dzieje?  Gdzie ja jestem? Czy ja umarłam? To sen? - czaszka nastoletniej panny aż pękała od nadmiaru zadawanych pytań, które na dany moment pozostawały bez odpowiedzi.
Nagle ujrzała jakąś jasną łunę. Światło. Ktoś o wysokiej sylwetce zbliżał się z oddali niosąc w ręce zapaloną świecę. Jessica starała się zachować zdrowe zmysły i nie dać emocją. Zaczekała na ową postać. Był to nikt inny jak szanowny Jeffrey. Dziewczyna zmarszczyła brwi. To znowu ten młodzienieć, któremu tęczówki zmieniają barwę. Jessica pocierała kciukiem swoje biodro w celu dodania sobie odrobinkę otuchy. Czarnowłosy był świadom jaki stosunek ma do niego ta siedemnastolatka... Zasiał w niej ziarenko lęku, a teraz niczym ogrodnik pielęgnuje swoją roślinę.
- Nie martw się jesteśmy w piwnicy szkoły. A teraz do rzeczy. Musimy sobie coś wyjaśnić. - zaczął beznamiętnie odstawiając świecę na ziemię tak aby oświetliła ona zmysłową twarz Jessicy.
- O czym? - starała się o ton chłodny, a nawet można rzec, że arogancki.
- O tobie. - mruknął krótko ilustrując dziewczynę od stóp do głów.
Była nadzwyczaj piękna i co najważniejsze nie potrzebowała kilogramów makijażu czy wyzywających ubrań by taką być.
- O-o mn-mnie? - zająknęła się, a Wood's uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak o tobie. Jesteś niezwykła i ja to wiem. Niestety nie mam pojęcia czym tą niezwykłość sobie zawdzięczasz. Ty jako jedyna zorientowałaś się, iż moje oczy zmieniają barwę. W dodatku nie dałaś się zmanipulować ani mnie ani Jack'owi. Swoją drogą różnicie się z siostrom, co nie? Ona jest szczęśliwa przy swoich biologicznych rodzicach, a ty? Straciłaś matkę, a ojca nie było ci dane nigdy poznać. - Jeff opowiedział kilka zdań z niezwykłą lekkością w głosie.
Jessica nie mogła uwierzyć własnym uszom. Skąd on mógł wiedzieć to wszystko... Czy możliwe jest by ukochana Julka wszystko powiedziała? I jeśli tak czy wspomniała również o czytaniu w myślach? Ciemne oczy brunetki zeszkliły się na kształt tafli lodu na jeziorze. Okrutny świat, okrutni ludzie. Nastolatka miała dość.
- Nic o mnie nie wiesz! - wykrzyczała młodzieńcowi prosto w twarz i poczęła biec przed siebie odpychając przy tym Jeffrey'a.
- A miało być tak miło. - burknął Wood's mrużąc powieki.

*perspektywa Jessicy*

Biegłam ile sił w nogach. Niestety moja kondycja oraz brak oświetlenia nie pomagały mi w odnalezieniu wyjścia. Na moje nieszczęście potknęłam się o jakiś wyboisty przedmiot na podłodze. Padłam na zimną posadzkę z impetem. Najbardziej ucierpiała moja prawa ręka, która w ostatnich sekundach zasłoniłam twarz. Niemal natychmiast skóra na tej właśnie ręcę przybrała śliwkowej barwy i spuchnęła. Syknęłam , po czym ostatkami sił podniosłam się. Cholera. Ból, piekielny ból. Chyba jest złamana, lecz nie poddam się. Dam radę i potem najwyżej jakoś usztywnię sobie tą głupią kończynę. Grube krople wypływały z kącików mych oczu. Koszulka powolutku nasiąkała łzami. Jestem sama skazana na odwieczne  cierpienia. Zsunęłam się plecami po lodowatej ścianie i opadłam na ziemię. Nie pamiętam chwili, gdy wszelkie moje zmysły wygasły.

***

- Niech pan będzie dobrej myśli. Ma silne serce i wciąż walczy.
- Ona leży tutaj od dwóch tygodni nie dając znaków życia. Jest jak lalka, piękna lalka, do której się mówi, ale to jest pozbawione sensu, bo i tak nie odpowie.
- Proszę wierzyć, a teraz przepraszam, ale muszę iść.
Słyszałam głosy. Najczęściej jednak były one łamiące się w połowie wypowiedzianego zdania. Nie potrafiłam unieść powieku ku górze ani poruszyć jakąkolwiek częścią ciała. Ciągłe pikanie na kardiomonitorze działało na mnie nadzwyczaj kojąco. Codziennie ktoś gładził moją dłoń, a potem całował w czółko. Niestety... Nie miałam pojęcia kim ta osoba była... Wiem jednak jedno. Ten dotyk był dla mnie jak woda dla spragnionego...

~ONE SHOT - JELSA~

A więc. Nie znaczyna się zdania od "a więc". Naszła ochota na opowiadanku o Elsie i Jack'u, a że kraina lodu jest bliska mojemu sercu napisałam bardzo krótkiego one shota. Licze, iż się Wam spodoba :) A i jeszcze taka mała uwaga na początku jest przetłumaczony tekst cudownego utworu zespołu Nazareth. Zapewnie wiele z Was nie zna, a nawet nigdy nie słyszała nazwy tego pięknego zespołu. Polecam dobre, rockowe ballady. Ta muzyka właśnie wypełnia mnie i opisuje każdy rozdział mojego dotychczasowego życia. Miłego czytania :3 

 ~~Zawsze przy tobie~~


Miłość rani
Miłość kaleczy
Miłość zostawia blizny i plami 
Żadne serce nie jest tak wytrzymałe i silne
By znieść aż taki ból, by znieść aż taki ból 
Miłość jest jak chmura
Przynosi dużo deszczu
Miłość rani, och, miłość rani


  

Elsa dumnie stąpała do lodowym pałacu, którego wystrój zapierał dech w piersiach. Pierwszy raz od zadania siostrze piekielnego bólu czuję się naprawdę wolna. Nikt nie spoglądał na jej przyozdobione o rękawiczki dłonie ani też nie był skazany na jej łaskę. Bycie córkom królewskom to nie tylko ciągłe bale, na której błyszczała droga zastawa, w złotych kielichach podawane były najlepsze trunki, a dębowe solidne stoły nie potrafiły pomieścić ilości wytrawnych, aromatycznych mięs. Wbrew wszelkim pozorom to ciężka praca i ciągłe przestrzeganie dworskiej etykiety. Nie można nawet mrugnąć, gdy w pobliżu jest ktoś wyżej ustawiony niż sama księżniczka, bądź król. Takową osobom mógł być jedynie cesarz ewentualnie rosyjski Car. Przez pewien okres nawet i papież jako duchowny i piastun wszystkich narodów. Dziewczyna wzdrygnęła się na samo wspomnienie o jej dotychczasowym życiu. Złożyła sobie przysięge, iż jej aksamitna stopa nie przekroczy wysokich bram zamkówych Arendelle już nigdy. Teraz rozpoczyna kolejny dział.  Jest jak zapisana księga, lecz tylko do połowy. Rozpuściła tlenione włosy, a te swobodnie opaluliły kolejno jej ramiona, łopatki, a potem kobiece, ale nie przesadnie zaokrąglone biodra. Błękit lśniącej sukni idealnie wtopił się w błękit oczy młodej kobiety. Czy możliwym jest by cieszyć się z takich banałów jak uwolnienie związanych za pomocą gumki włosów? Wiele głupców zapewne odparłoby, iż nie. A jednak. Dla Elsy nawet taka nudna i pospolita czynność przyprawiała o gwałtowny wzrost adrenaliny i przyśpieszenie pracy serca. Tak. To właśnie wolność i cudowny smak beztroskich chwil. Smutki odeszły w kąt, łzy zastąpił uśmiech, ale czy potrzeba bliskości drugiej osoby nie przerośnie dawnej władczyni? Cóż... Blondwłosa na razie nie dopuszczała do siebie nawet takich myśli. Czym prędzej postanowiła zwiedzieć okolicę. Krajobraz zimowy wydawał się być nadzwyczaj magiczny. Niewielkie wzniesienia, a także i większe góry przykryte grubą kołderką puchatego śniegu wydawały się jakby właśnie tulił je sam Morfeusz. Śnieżek delikatnie pruszył z zachmurzonego sklepienia niebieskiego. Nie zbyt przyjemne strumienie zimnego powietrza muskały poczerwieniałom twarzyczkę niewiasty. Widać było grymas niezadowolenia jaki namalowały śliwkowe usteczka dziewczyny. Nawet jako pani zimy nie chciała by za parę godzin leżeć w miękkim łóżu z termometrem pod pachą. Wszystko ma swoje granice, a zwłaszcza jeśli chodzi o życie lub zdrowie. Jak widać... Coś ze starej Elsy pozostało - ta sama ostrożność i trzeźwy umysł. Wolność nie odebrała jej nawet miligrama rozsądku. I dobrze. Atmosfera stawała się coraz bardziej chłodna. Było niesamowicie zimno. Oddech w powietrzu mógłby w mgnieniu oka zamarznąć. Błękitnooka nuciła pod zgrabnym noskiem słowa ulubionej piosenki aby odpędzić od siebie myśl o odmrożonych uszach... Zresztą nie tylko o nich. Nucąc utwór przypomniała sobie o Annie. Zdawało jej się jakby dostrzegła przez moment jej ognistą czuprynę. Przyśpieszyła kroku rzecz jasna na tyle ile pozwolił jej opór diabelskiego powietrza. 
- Anka! - krzyczała, a w kącikach jej oczu zebrały się szczere łzy.
Zatęskniła. A przecież miała odciąć się od wszystkich, bo jest potworem i ochydnym wybrykiem natury. Nikt nie szanuje przecież odmieńców. To wyrzutki i nic nie znaczący plebs. Kiedy tylko różnisz się od grupki jakiś ludzi od razu skazany jesteś na cierpienie i samotnie spędzony czas. Tylko czasem zastanawiasz się dlaczego czas nieubłaganie ucieka ci między palcami, a ty nic nie możesz zrobić... Albo podporządkujesz się innym i założysz teatralną maskę, albo pozostaniesz sobą w całej okazałości. Czegokolwiek być nie wybrał i tak poznasz smak wielkiej goryczy... 
- Ania... - padła na usłaną z białych płatków pościel. Jej puls powoli zanikał, powieki mimowolnie przymknęły hipnotyzujące tęczówki. Wydała ostatnie tchnienie i odeszła. Duszyczka opuściła beznamiętne ciało kierując się wprost do domu Dobrego Ojca. Tam zastanie to czego nie mogła dostać za życia. Szczęście, miłość, radość i rodzinne ciepło wypełniające wszystkie zakamarki. Szybowała tak wprost przed siebie jakby bez obaw o zgubienie szlaku. Droga o dziwo doskonale znana. Klucz w złotej bramie sam się przekręcił. Królewsto Niebieskie w całej okazałości. Elsa pełna nadzieii na lepszą przyszłość tuż przy boku samego Boga kroczyła niepewnie po pierzastej dróżce, której koniec znajdował się przy jakimś domku. Kwadratowy budynek, a w jego wnętrzu mnóstwo zdjęć, a na nich czteroletnia dziewczynka wraz z siostrom i rodzicami. Cała trójka perliście uśmiechnięta. Od tej fotografii biła jaskrawa łuna. Rodzina to wszystko czego nam potrzeba i taki raczej był sens tego... Kolejne zdjęcie to rudowłosa również mała dziewczyna. Stała ze ściągnętymi ku dołowi kącikami ust, a w ręku trzymała pluszowego misia. Oparta była o dębowe drzwi jakby w oczekiwaniu na kogoś. Widać było jakie emocje targały tą młodom istotkę. Smutek, rozpacz, rezygnacja, lecz i jakaś ociupinka wiary , iż kiedyś los się zmieni. Nigdy nie rezygnujmy z naszych bliskich nawet jeśli nam dosłownie zatruwają życie. To jedynie ulotne chwile. Wczoraj to nie dziś, a jutro to przyszłość.  
- Nie! - na czole młodej kobiety widać było srebrzyste kropelki potu. 
Nie równy oddech ciężko było uspokoić podobnie jak obołą głowę. Blondwłosa przeniosła się do siadu próbując uspokoić myśli. Nagle poczła silne, męskie ramiona na swoich drobnych barkach. 
- Znowu koszmary? - pełen opiekuńczości ton dział na kobietę kojąco. 
- T-tak... - wydukała i niekontrolowanie wybuchnęła płaczem.
Łzy strużkami wydobywały się z oczu biegnąc po policzkach i żuchwie. Całe szczęście miała przy sobie ukochanego białowłosego Jack'a. Mężczyzna objął ją czule i ucałował w w skroń. 
- Cii... Jestem przy tobie, zawsze. - wyszeptał jej do ucha.
Co by zrobiła bez Frosta? Nie miała zielonego pojęcia. Kochała tego wariata całym swoim sercem. To on roztopił lód, który zgromadził się właśnie w tym miejscu. Między tą dwójką każdego dnia rodziła się jeszcze większa namiętność i uczucie pożądania. Uzupełniali się niczym alfa i omega. Ona jest początkiem,  a on końcem.  Jak się poznali? Hmm... Chyba od zawsze byli sobie niezwykle bliscy. Ich bratnie dusze wiedziały o swoim istnieniu zanim po raz pierwszy spojrzeli sobie w oczy. A podobno nie ma na świecie dwóch ideantycznych płatków śniegu... 

piątek, 11 marca 2016

Rodział IV - "Twój cień niczym anioł stróż"

Który to już rozdział? Czwarty? Zapraszam do czytania w końcu jest! =D

Specjalna dedykacja dla Julii K, która zmusiła mnie do napisania tego. 

Kawiarenka upajała wszystkich aromatycznym zapachem kawy w powietrzu. Dopiero co zmielone ziarna to gratka dla prawdziwych smakoszy. Nie mniej jednak Maja nie zajmowała się badaniem zapachów, które rozprężone były na całej powierzchni gustownego prostokąta. Nastoletnia panna widoczne skrępowanie wypisane miała na urodziwej twarzyczce. Z jednej strony miała cholerną chcicę aby porozmawiać z przystojnym Damonem. Chciała poczuć jak jego głos muska aksaminte wnętrze bębenków w uszach. Po prostu prawdziwa rozkosz dla duszy. W końcu przełamała się i wydobyła z malinowych ust niepewne pytanie skierowanie do kruczowłosego.
- Jesteś stąd? - spojrzeniem poznawała kolejne kawałki bladej twarzy swego towarzysza.
Doprawy ciekawa była jego odpowiedzi. Jakoś nigdy wcześniej nie było jej dane ujrzeć biel jego skóry czy głębie czarnych jak węgiel oczu... Czekała na jego odpowiedź całą wieczność,  a przynajmniej tak jej się wydawało.
- Jestem z daleka. Przyjechałem jakiś czas temu i nie znam jeszcze dobrze okolicy.
- W takim razie... Mogłabym ci przedstawić nasze cudowne miasto. Przysięgam,  że nie pożałujesz. Łagodny klimat bez nadmiaru spalin,  ciekawy krajobraz no i wspaniali ludzie.  - z tym ostanim Majka musiała niestety skłamać,  lecz czego się nie robi dla wiarygodnej reklamy rodzinnych stron?
Z resztą kłamać nie musiała. Malowniczny park usłany tysiącem miodowych liści to doprawdy gratka dla fanów nautry. Czyste powietrze to natomiast zasługa górskiego położenia geograficznego miasta. Niewielkie wzniesnienia jak i potężne szczyty zachęcały turystów z całego globu.
- Och. To chyba nie jest najlepszy pomysł. - mruknął i nerwowo podrapał się w tył głowy.
Maja w jednej chwili posmutniała. Jej malinowe usteczka stworzyły małą podkówkę, a zrezygnowane spojrzenie badało dokładnie podłogę.
Cóż. Nastolatka nie miała w zwyczaju rozmawiać z innymi ludźmi, a tym bardziej dopiero co poznanymi. Nie mniej jednak poczuła ukłucie. Jakby jej dusza została dziubana przez stado padlinożernych sępów.
- I bądź tutaj miła dla przyjezdnych. - pomyślała.
Wtem dostała olśnienia. Mała żaróweczka zapaliła się tuż nad jej brązową główką. Podstawy psychologi wreszcie jej się na coś przydały.
- Dlaczego? Przecież nie jest ze mnie psychopata, który czyha na twoje życie, a po drugie i tak moja szkoła przez najbliższe trzy dni jest zamknięta. - siliła się o ton przekonującego do kupna zabawki dziecka.
Damon przygryzł mocno dolną wargę, a na słowa o psychopacie jego tęczówki przybrały lekki odcień szkarłatności. O dziwo tej jakże nie banalnej zmiany nie dostrzegła Majka. Dla niej młodzieniec wciąż grzeszył urodą i pięknymi oczami o magicznej barwie smoły. Była w stanie iść o zakład, iż ustawia się do niego cały kram młodych dam po klucz do bram serca. Albo może i już znalazł wybrankę swojego życia? Ewentualnie mógł być orientacji homoseksulanej aczkolwiek tego ciemnowłosa nie brała w ogóle pod uwagę. Damon jakby zmienił się w stłup soli. Nawet nie mrugał, a to mogło wzbudzać podejrzenie czy aby na pewno jego tętno jest jeszcze wyczuwalne i nie ma potrzeby wystawiania aktu zgonu.
- Odpowiesz mi? - promienny uśmiech wślizgnął się na bladą buzię nastolatki.
Poskutkowało. Blady chłopak powrócił na zimię niczym kosmonauta po misji.
- Em... Muszę już iść, cześć. - poderwał się z miejsca zarzucił na ramiona rockową, skórzaną kurtkę i od tak po prostu opuścił lokal.
Brunetka spoglądała jeszcze dłuższą chwilę na drzwi, którymi właśnie wyszedł jej sympatyczny znajomy. Westchnęła głęboko i zawołała kelnerkę. Kobieta w kwiecie wieku, najpewniej studentka zaoczna przyjęłą zamówienie dziewczyny na cappucino zrobione z chudego mleka. Kiedy Majka otrzymała swoją kawę ostrożnie upiła malutkiego łyka. Gorący napój podrażnił jej gardło i momentalnie rozgrzał ciało. Pogoda za oknem jesienna więc takie specyfki dla picia to najlepsze co może być. Licealistka spędziła w kawiarence jeszcze około godziny powoli delektując się cappucinem. Po tym czasie zapłaciła zostawiając spory napiwek dla pracownicy, która ją obsłużyła. Maja postanowiła wrócić do domu. Wcisnęła gładkie dłonie do kieszeni płaszcza i poczuła, że coś jest w jednej z nich. Bynajmniej nie był to zmechacony materiał odzienia, a jakiś papierek. Wyjęła skrawek i przeczytała treść. Na początku przekonana była, iż to jedynie jakiś stary paragon, ale myliła się. Na kawałeczku pergaminu widniał napis - "Dziś o 20:00 w parku. D". Nastolatka zdezorientowana zmarszczyła brwi i zgniotła karteczkę w małą kuleczkę.
- Czy to ukryta kamera? - powiedziała sama do siebie rozglądajac się dokoła.
Przypadkowi przechodnie mijali ją, a ona nie rezygnowała się z wykonywania obrotów.
- Park. Dwudziesta. Dziś. - powtarzała ciągle jakby niedowierzając.
To wszystko stawało się coraz dziwniejsze. Również poczucie strachu i obserowania przez jakąś persone znacznie wzrosło. Czyżby ta młoda dama zwariowała i powinna zostać osadzona w białym pokoju bez klamek? A co jeśli jej fanaberie to nie tylko sprawka bujnej wyobraźni? Rodzice dziewczyny nie pozwaliali jej nigdy wychodzić z domu później niż o szesnastej, a wracać zaś punktulnie o godzinie osiemnastej. Jej umysł przestał trzeźwo myśleć zupełnie jakby upojony alkoholem. Cholerna ekscytacja i chęć przygody ogarnęła ciało Majki. Pragnęła stawić się o dwudziestej w parku nawet za cenę życia i śmierci. To coś nowego, innego. Jak wiadomo człowiek lubi z różnych pieców chleb jeść więc nic dziwnego, iż tajemnicza wiadomość kusiła brunetkę. Zakazany owoc smakuje najlepiej. Czy da młoda istotka skusi się po niego?

Rozdz.1 "siostrzyczki"

Siemka!
Ja już po szkole i pełna weny zabieram się za posta ^^ Btw mam tyle pomysłów na to opowiadanie, że nie mam pojęcia co wybrać XDDD Dobra mniejsza o to zapraszam do czytania :) 

"Ufaj tylko sobie."

*perspektywa Jessicy*

Czułam splute jadem spojrzenia moich nowych przyjaciół z klasy. Starałam się nie wzracać na to szczególnej uwagi aczkolwiek jedna panna i jej brązowe oczyska pałały tak mocnym wyrazem nienawiści, a poczułam zakłucie w sercu. Oliwkowa cera owej dziewczyny idealnie łączyły się z ciemnymi popalonymi włosami, które swobodnie opadały na jej szczupłe plecy, a te z kolei okryte były materiałem krzykliwego stroju. Kusa, ledwo co zasłaniająca pośladki sukieneczka bynajmniej nie reprezentowała sobą niczego dobrego, a wręcz i przeciwnie. Ciemnooka wyglądała jak pani do upojnych nocy w domach publicznych, gdzie nie ma miejsca na miłość, poczucie wstydu i jakichkolwiek zasad moralności. Wzdrygnęła się nieco, a mój mózg aż błagał trzymając złożone dłonie w geście modlitewnym bym oderwała się od tych ochydnych myśli. Próbowałam jakoś się odłączyć od reszty świata. Niestety w tym przeszkadzała mi moja ukochana siostrzyczka. Jej cudowny nastrój spowodowany obecnością dwóch urodziwych młodzieńców kompletnie mnie rozpraszał. Podjęłam radykalne kroki i po prostu wtargnęłam do jej umysłu. Dokładnie przeanalizowałam wszystko co na dany moment miała w główce. Owszem. Wdarłam się od tak do jej myśli, wspomnień... Szczerze nienawidziłam swojego przeklętego daru. Na szczęście nauczyłam się kontrolować w stu procentach to cholerstwo. Jeszcze parę lat temu skazana byłam na słyszenie myśli wszystkich ludzi, którzy byli tylko w pobliżu. Nie raz były one paskudne... Wszelkie obelgi, pragnienia erotyczne, wstydliwe sytuacje... Najbardziej jednak w pamięci utkwiły mi słowa mojej rodzicielki, których nawet nigdy nie miała mi odwagi powiedzieć prosto w twarz. Miała o mnie opinię okropną. Wyzwiska, codzienne planowanie nowych kar... Zresztą ona zginęła parę lat temu. Mimo, że moja więź z nią nie była tak mocna to jej śmierć mnie przygnębiła. Może to dlatego, iż została w brutalny sposób zamordowana we własnym łóżku, a sprawcy do teraz nie odnaleziono? Nie mogłabym stwierdzić, że tesknię, bo tak nie jest... Moja obojęność w stosunku do mamy była jak wielka przepaść. Aczkolwiek... Bardzo chciałabym wiedzieć kto dokonał tego mordu... Wrócę może jednak do Julii... Wyraźne zainteresowanie osobnikiem płci męskiej o imieniu Jack zbiło mnie z tropu. Było to absurdalne. Julia znała tego chłopaka jakieś piętnaście minut, a już opalutiła jego ciało grubym swetrem zaufania. Sprawnie przekazałam podświadomości brunetki krótką informację.
- Opamiętaj się. - poczułam, gdy ciało Julki odebrało moje impulsy.
Nastolatka zareagowała niemalże natychmiast. Skierowała buźkę wprost na mnie i prychnęła, a zaraz po tym powróciła do rozmowy z szatynem, którego tęczówki wydawały się być nienaturalnie niebieskie, a może błękitne? Zapewne zależało to od tego jak padał cień.

*perspektywa Julki*

Dlaczego Jessi ciągle musi być taka poważna? Ma siedemnaście lat, a zachowuję się jak wielce pani dorosła. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Muszę jakoś ją zmienić! Tak, zmiena mentalna to idealna sprawa dla Jessicy. Fakt. To moja siostryczka i kocham ją najmocniej, lecz my to zestawienie ognia i wody. Zupełne dwa inne temperamenty, gdzie ja jestem żywiołowa i porowista jak ten ogień, a Jess spokojna jak tafla wody w przydomowym oczku wodnym. Poczułam jak moją czaszkę wypełniają sygnały od siostry. Wywróciłam oczywa w sposób teatralny. Nie rozumiem jak ona mogła szperać mi w głowie i jeszcze cokolwiek mi przekazywać... Posmutniałam mimowolnie. Szczerze zazdrościłam siostrze tej zdolności. Cudownie by móc tak jak ona wyróżniać się na dywanie poskładanym ze zwykłych, szarych ludzi... Niestety głupiutim zachowaniem Jessicy było nie dostrzeganie swojej mocy. Traktowała to jak pokuta za grzech, która była sroga i ciężka. Ja osobiście chętnie się bym z nią zamieniła! Za takie coś mogłabym nawet i jeszcze dopłacić! Jednak to nie realne, a szkoda... Wielka szkoda...

*narracja ogólna*

Reszta lekcji minęła w tempie błyskawicznym. Julia nawiązała nić porozumienia z Jack'iem, a Jessica podobnie jak Jeff trwała w głębokim milczeniu. Drrryń! Rozległ się przytłaczający dla bębenków usznych odgłos dzwonka. Jakaś dziewczyna właśnie została uratowana z opresji niczym dama w średniowieczu, gdyż miała zapisać na tablicy równanie, o którym kompletnie nie miała pojęcia. Blask jej śnieżnych ząbków i duże, szklane oczka biły wyraźnym szczęściem.
- No dobrze, Ines na następnej lekcji dokończysz. - rzekła łagodnie pani profesor i zamknęła dziennik klasowy.
Wszyscy uczniowie nie tylko stojąca z kredą z ręku Ines odetchnęli z ulgą. Nareszcie koniec tych wyrodnych katuszy. Wzory, reakcje, masy atomowe... Czy naprawdę jest ktoś kto wielbi chemię i ją perfekcyjnie rozumie? Wątpie. No przynajmniej nie w tej klasie...

*perspektywa Jessicy*

Poderwałam się z zagrzanego krzesła niemalże w trybie natychmiastowym. Spakowałam brulion, którego okładka udekorowana była drukiem z ilustracją probówek i podręcznik. Zapach książki dotarł do moich nozdrzy i zadziałał kojąco. Uwielbiam aromat świeżego papieru i ogólnie wszelkich nowych rzeczy. Tuż przy samym wyjściu zostałam dosłownie potraktowana jakbym wyglądała na piniatę. Bliski kontakt mojego ramienia z czymś twardym nie było wspaniałym przeżyciem.
- Ałć. - syknęłam soczyście.
Skrzywiłam się znacząco i mimowolnie zaczęłam masować leciutko obolałe ramię za pomocą dłoni. Niestety nie przynosiło to jakiś spektakularnych efektów, a nawet i chyba ból się zwiększył. Byłam tak zajęta sobą, że nawet nie sprawdziłam kto przycznił się do mojego malutkiego poturbowania. Dopiero, gdy ów osoba warknęła do mnie niczym agresywny pies ze wścieklizną.
- Przeproś mnie idiotko! - piskliwy głosik przeszedł przez moje ciało niczym wstrętny dreszcz podczas grypy.
Wciąż ze skwaszoną miną przyjrzałam się osóbce, do której ów głosik należał. Okazało się, iż to pani z domu publicznego... Ta sama co wcześniej pragnęła zgładzić mnie za pomocą wzroku bazyliszka. Teraz jednak dane mi było zobaczył ją w bliższej odległości, a więc znacznie lepiej. Twarz o owalno-okrągłym kształcie aż lepiła się od namiaru ciemnego podkładu. Nos ściągnięty ku dołowi z niewielkim garbem do złudzenia przypominał te jakie przypisywano czarownicom w bajkach. Miałam ogromną chcicę by parsknąć śmiechem jak koń na padoku. Zaciskałam kurczowo usta w wąziutkiej lini by powstrzymać napływ szczerego rozbawienia.
- Zostaw ją pustaku! - Jeff mężnie stał oparty plecami o ścianę pomieszczenia chyba już od dłuższej chwili. Zamrugałam razy kilkanaście. Zszokowanie na mojej twarzyczce rosło. Przełknęłam ślinę skupiając całą swoją uwagę na moim jakże wspaniałym wybawcy. Dlaczego to zrobił? To dopiero zagadka...W między czasie miss piękności gdzieś się ulotniła. Badawczym wzrokiem dokładnie ilustrowałam każdy skrawek na buzi Jeffrey'a. Tęczówki jego oczy napigmentowane były szkarłatnym odcieniem piekieł. Czyżby nosił soczewki barwiące? Jeśli tak to po co? Doprawdy nie pojęte zjawisko... A może powinnam wziąć nogi za pas i uciekać? Napięcie się zwiększało podobnie jak i moje ciśnienie krwi.
- J-ja dzię-dziękuję. - bąknęłam i po prostu jak oszalała wybiegłam z pracowni prawie potykając się o własne stopy.
Cóż zapewne było to zachowanie pod orędownictwem samego instynktu.

*perspektywa Jeff''a*

Zmarszczyłem brwi, gdy tylko Jessica wybiegła z klasy... Zauważyła? Nic nie rozumiałem... Ona jak jedyna dostrzegła TO. Cóż... O zmianie zabarwienia oczu wiedział tylko mój brat, ale on również święty nie jest. Nie... Na pewno nie miał okazji by wyjawić jej ten jakże błachy szczególik. Mimo wszystko czułem jak mój mózg domaga się odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Czy ta dziewczyna obaliła barierę? Zburzyła mur hipnozy? Zacisnąłem dłonie w pięściach do tego stopnia, aż skóra zasczerwieniła się. Na dany moment nie interesowało mnie to jednak... Istnieją jeszcze tacy jak ja i mój brat? Nonsens... Ale przecież jej siostra nie wykazywała żadnych oznak inności... Typowa śmiertelicznika zafascynowana moim bratem i w mniejszym stopniu również mną... Chwilka. Na bliźniaczki wyglądają, a chodzą do tej samej klasy. Jedynie co je łączy to kolor włosów no i nazwisko... Aczkolwiek nie zawsze bliźniaczki wyglądają jak dwie krople wody i trudno je odróżnić. Zarzuciłem kaptur mojej szarej bluzy na czarną czuprynę, a dłonie włożyłem do kieszeni wąskich spodni. Dziarskim krokiem ruszyłem przed siebie. Postanowiłem poszukać Jessicy i pogadać z nią na temat jej życia. Korytarz szkolny był po prostu brzydki. Nijaki, bury i przepełniony smutkiem. Wystarczyłyoby pomalować ściany na jakiś kolor i wypolerować podłogę, a już prezentacja tego wąskiego korytarzyka wzrosłaby i na pewno nie zniechęcała wyglądem. Gdzie mogła znajdować się Jessica? Może udała się do łazienki, a może i nie? Szkoła była duża, bo liczyła aż trzy piętra nie licząc suterenów, gdyż tam były szatnie. Wtem mnie olśniło! Nastolatka pewnie udała się pod salę, w której za jakieś pięć minut miały odbyć się kolejne zajęcia. Jednak... Przecież nie wyciągnę z niej jakichkolwiek informacji na forum klasy. Pstrykałem palcami jakby to miało mi jakoś pomóc w myśleniu. Gdybym tak poprosił Jack'a? Wywołałby jakieś zamieszanie, a ja mógłbym spokojnie zabrać dziewczynę w jakieś ustronne miejsce tak aby nikt nie słyszał naszej rozmowy. Na samą myśl o mym cudownym planie uniosłem lewy kącik ust ku górze. Wyśmienicie. Znalezienie brata nie zajęło mi wiele czasu. Niestety był z Juliom. Widocznie magnetyzm w oczach Jack'a działam na nią jak wabik na dzikie zwierzęta podczas polowań.

*perspektywa Julki*

Rany. Jack jest naprawdę wspaniały! Pełen luzu i z poczuciem humoru. Nareszcie mam kogoś z kim moge wymienić słowa bez obawy, że zaraz wejrzy wgłąb mojej głowy i bezczelnie będzie zaglądać w każde zakamarki. Zawsze wyobrażałm sobie jak Jess to robi... Otwiera  kolejny szufladki mojego siedemnastoletniego życia... Cóż.
- Więc... Jak to jest z tobą i Jessicom? - zapytał mój towarzysz.
Zbladłam i w jedej chwili otrząsnęłam się.
- Co?! - krzyknęłam, ale zaraz potem dodałam.
- A co między nami ma być? Po prostu siostry... - próbowałam unikać jego morskich oczu, w których zapewne już niejedna niewiasta utonęła.
- Raczej nie wyglądacie jakoś zwyczaniejnie. - jego ton wciąż był łagodny jak potulny baranek wesoło zajadający się trawą na łące.
- Co masz na myśli? - przestraszyłam się jego podejrzyliwych pytań.
- No... - chłopak podrapał się po głowie i szukał odpowiednich słów, które potem mógłby ubrać w zdanie.
Podniosłam brew do góry jednocześnie przymrużając lekko oczy.
- Dlaczego niby mamy być inne? - starałam się przybrać ton jak najbardziej naturalny.
W oczekiwaniu na jego odpowiedź przygryzłam dolną wargę, a strużka czerwonej cieczy zrosiła moje usta.
- Jesteście hmm... Przyrodnim rodzeństwem, prawda? - dostojny głos przeniósł mnie do krainy pełnej rozkoszy.
Nawet najpiękniejsza melodnia nie była godna uwagi przy jego specyficznym akcencie i szlachentej barwie. Odpłynęłam statkiem marzeń na nieznane wody. Moje szczupłe nogi, brzuch jak i ręce pokryła warstewka gęsiej skórki.
- Tak, matka Jess nie żyje, a ojca nigdy nawet nie pozna. - wypaliłam wbrew wszelkim zmysłom.
Zasłoniłam zadbaną dłonią usta. Ja, czemu, jak... Mój umysł chłonął całą masę pytań jak gąbka. Zdradziłam jednen z sekretów mojej ukochanej siostry i to bez jakichkolwiek zachamowań. Po prostu palnęłam jakby to był żart o kiepskiej puencie. Jak ja jej teraz spojrze w twarz? Zdradziłam ją... Zachowałam się jak jej wróg. Cholerne poczucie winy drażniło szpilkami moje serce. W gardle powstała wielka gula utrudniajaca mowę. Jack natomiast tylko w perfidny sposób się uśmiechał, a potem wraz ze swym bratem wtopił się w krajobraz szkolnej rzeczywistości.

*narracja ogólna*

Czas nieubłagalnie przelatuje nam między palcami. Coś się kończy, a coś zaczyna. Tak też w końcu musiała zakończyć si przerwa. Wszelkie cichy wygasały przeistaczając się w irytujące narządy słuchu szmery. Klasa sióstr Adler właśnia miała rozpocząć lekcję geografii. Belferka - surowa pani Amanda Brown właśnie otwierała drzwi pracowni. Była to kobieta o jabłkowym typie figur, przez co największa ilość tłuszczu zgromadzona była u niej na brzuchu. Ubrana w spódnicę do samych kostek i miodow sweter z golfem sprawiała wrażenie staruszki o licznych zmarszczach oraz mnóstwem leków w domowej apteczce. Czy to normalne aby opisywać tak trzydziestoparoletnią kobietę? Bynajmniej. Jednak sama sobie na takową opinię zapracowała. Niespodziewanie rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Najpewniej dochodził z sali biologicznej. Pani Brown podskoczyła z przerażenia tak, iż mały kluczyk wypadł jej z rąk. Zresztą i uczniowie byli opatuleni kołderką strachu. Cóż... To ludzka sprawa i jedynie głupiec nigdy niczego się nie boi. Każdy ma jakieś słabości, ale nie wszyscy mówią o nich otwarcie. I wtem... swobodnym pełzającym ruchem po betowonej podłodze przemieszczał się wąż... Skóra pomarańczowa, szorstka i niemiła w dotyku na tym gadzie eksponowała się naprawdę zjawiskowo. Chaos i panika ogarnęli wszystkich zgromadzonych. Jedni uciekali tak szybko na ile pozwalała im kondycja, a drudzy stali niczym słupy soli, bo komplety paraliż im z pewnością nie sprzyjał. Przez całe to zamieszanie nikt nawet nie zorientował się, że brakowało pewnej trójki...

czwartek, 10 marca 2016

Prolog "siostrzyczki"

                              Hejka
    Witam Was po długiej przerwie!  :D przybywam z nowym opowiadaniem i mam nadzieję,  że się Wam spodoba!
       

      "Kolejny powód do kłopotów?"  

*narracja ogólna*

promienie słoneczne już dawno wygrały walkę z małymi szparkami,  które wplecione były w karmelowe zasłony. Złocista gwiazda mimo to nie miała zamiaru odpuścić niczym kat mający wykonać lada moment egzekucję. Aczkolwiek nie było powodów do zdziwień,  bowiem wskazówki na brązowym zegarze wskazywały godzinę jedenastom.  Prawie południe,  a niejaka Julia wciąż trwała w namiętnych objęciach samego Morfeusza. W sumie... Miękkość pościeli i cudowna wizja senna to nie byle banał. Julia,  od zawsze różniła się od swojej siostry Jessicy,  która właśnie wkroczyła do sypialni z impetem. Na jej lekko bladej twarzyczce malował się ogrom pesymistycznych uczuć.  Od zniechęcenia,  aż po nawet głęboki żal.
- Julka,  wstawaj!  - z różowych warg nastoletniej panny wydobył się donośny krzyk.
Na hałas oczywiście zareagowała śpiąca dziewczyna. Mimowolnie i z wielki grymasem uniosła powieki ku górze, po czym leniwie przeniosła się do siadu. Zgromiła siostrę pioronującym spojrzeniem.
- Dlaczego mnie budzisz tak wcześnie?! I to dotego w niedziele?!  - wciąż zaspana brunetka nie kryła swojego oburzenia.  Jessica przygryzła kurczowo wnętrze swojego policzka.
- Obawiam się jutra... Nowa szkoła,  nowe wyzwania i... I pewnie kolejne powody do kłopotów.  - jej głos wręcz się łamał.
Julka westchnęła głęboko.
- Damy radę... Jak zawsze,  a teraz uśmiechnij się,  Jess. - odparła pokrzepiająco siląc się o wymuszony uśmiech.
- Ej!  Nie nazywaj mnie tak!  - burknęła sięgając zwinnie po puchatą poduszkę by chwilę później rzucić nią w ukochaną siostrzyczkę.
I tak rozpętała się wielka bitwa przy akompaniamencie śmiechów, rechotów i typowych dla rodzeństw wyzwisk...

*następnego dnia,  szkoła*

- Jak wyglądam? - zapytała Julia wygładzająca dłońmi bawełnianą koszulę o fioletowym zabarwieniu.
- Tak ja zawsze,  czyli brzydko. - odparła szybciutko Jessica z sakrastycznym uśmieszkiem na naturalnie malinowych ustach.
Cóż... Trzeba przyznać,  i obie niewiasty prezentowały się doprawdy dobrze. Młodsza o kilka miesiący Julia - podkreśliła odważnie oczy za pomocą czarnego eyelinera,  a na zgrabne nogi czarne rurki. Stopy zaś postanowiła okryć materiałem zamszowych koturnów w fiołkowym odcieniu. Włosy splotła w schludny warkocz holenderski. Jessica natomiast była odziana w smoliste legginsy idealnie opinające zaokrąglone,  kobiecie biodra. Do tego niskie,  białe trampki i bluzka o tym samym kolorze,  której rękawy podwinięte były aż do samych łokci. Fryzura jak i makijaż... Tam królowała skromność. Niedbały koczek i subtelnie wytuszowne rzęsy. Na szczęście tyle wystarczyło aby wydobyć naturalne piękno brązowowłosej.
Nastolatki wchodząc do klasy nie miały pojęcia czego się spodziewać. Pchnęły niepewnie za pozłacaną klamkę od dębowych drzwi i chwiejnym krokiem przekroczyły wysoki próg pracowni chemicznej. Od razu opatulone zostały ciepłym uśmiechem belferka.  Była to starsza kobieta z osadzonymi okularami czubie zadartego nosa.
- To właśnie są siostry Adler. Jessica i Julia. Przyjechały do nas aż z samego Los Angeles. Powitajcie je naprawdę najlepiej jak tylko potraficie. - przyjaźń w głosie tęgiej nauczycielki biła niczym najjaśniejsza łuna na błękitnym sklepieniu niebieskim.
Ach... Miły,  empatyczny pracownik placówki szkolnictwa jest niczym rzadki skarb na dnie głębokiego oceanu. Potrzeba prawdziwego szczęścia by na takowego natrafić.

*perspektywa Jessicy*

Czułam jak bordowa krew dosłownie rozsadza mije biedne skronie,  a serce kołotało jakby opętane przez jakieś złowrogie duszyczki.  Żołądek natomiast opleciony grubym łańcuchem nie zbyt przyjemnie dawał o sobie znać. No tak... Ból brzucha stresu to jedna z najgorszych możliwości. Szczerze?  Nienawidzę tego,  naprawdę!  Ciągle nowi ludzie,  nowe miejsca... Mimo wszystko zebrałam się w sobie i przyrzekałam,  że dam radę!  Weszłam do obszernego prostokąta o przyjemnych dla oka miętowych ścianach. Wbiłam spojrzenie w czuby swoich butów przy okazji badając głębię ciemnych płytek,  które ułożone były w jakiś banalny wzorek. Dobrze,  iż Julka jest przy mnie... Inaczej już pewnie dawno bym uciekła do swojego ulubionego miejsca w lesie,  gdzie jeszcze nigdy nikogo nie spotkałam. Najpewniej nikt nie wiedział o tej usłanej kwieciem polance. Tam znikają wszelkie problemy i zmartwienia,  a kontakt z naturą zamienia łzy w szczery uśmiech. Zamyślona wróciłam po chwili do klasy. Pani Collins okazała się być w dalszym ciągu miła i serdeczna. Przynajmniej jakiś plus... Zasiadłam wraz z siostrom w ostatniej ławce środkowego rzędu,  gdyż jedynie tam były wolne dwa krzesełka. Poczęłam nerwowo stukać o zniszczony blat biurka opuszkiem palca.
- Spokojnie... Zrelaksuj się. - powtarzałam ledwo co usłyszalnym tonem sama do siebie.
Zaszokowanie wmalowało się na moją buźkę niczym obraz na płótnie w momencie,  kiedy usłyszałam głos siostrzyczki. Julia postanowiła zapoznać się z dwoma panami,  którzy siedzieli przed nami. Nie mogłam uwierzyć... Julka po raz pierwszy okazała wyraźne zainteresowanie przedstawicielem płci przeciwnej. Zamrugałam razy kilkanaście aby upewnić się czy aby na pewno to nie absurdalny sen... Co się dzieje?  Moja siostra flirtująca!  Nie,  nie, nie! Zawsze sądziłam,  iż to szara myszka z ociupinką oleju w głowie... Chyba powinnam porozmawiać z Juliom po lekcjach w cztery oczy... Ta konwersacja nie będzie zapewne przyjemna dla jej osóbki. Starałam się ignorować póki co jej cudowny nastrój,  ale w momencie,  gdy z jej ust wyleciało moje imię wywróciłam teatralnie oczyma. Skinęłam głową w geście powitania,  a mój wzrok na chwilę zatrzymał się na jednym z młodzieńców. Wysoki o kruczoczarnych włosach i bynajmniej nie obojętnym zabarwieniu tęczówek,  bo w kolorze lśniącego srebra. Nie powiem zaintrygowało mnie jego spojrzenie. Był to niejaki Jeffrey,  ale nie przepadał chyba za pełną formą,  gdyż przedstawił się jak Jeff. Dostrzegłam jak biel jego twarzy przyozdobiła się w mikroskopijny uśmieszek. Jednak nie miałam ochoty na zapoznawanie z ludźmi... Zbyt wiele razy się zawiodłam, a rany przeszłości to blizny teraźniejszości... Znając życie i tak pewnie za jakiś czas się przeprowadzimy... Dlaczego moje życie musi być tak monotonne i otoczone płaszczem samotności? Ech... Widocznie taki los jest mi pisany.

*perspektywa Julki*

Jess powinna się wreszcie rozerwać!  Smutek w jej czarnych oczach mnie dobija każdego dnia... Nawet w moich snach nigdy nie była radosna niczym pięcioletnie,  beztroskie dziecko,  którego jedynym zmartwieniem jest czy zdąży obejrzeć wieczorynkę. Postanowiłam więc zapoznać pewnych przystojniaków. Okazało się,  że byli braćmi - jeszcze lepiej!  Jeden dla mnie,  a drugi dla Jessi. Szalony pomysł aczkolwiek przeczucie podpowiadało mi,  iż namieszają w naszym życiu i to bardzo mocno. Chociaż muszę przyznać odkąd weszłam do pracowni już mnie do nich coś pociągnęło,  ale bardziej jednak do Jack'a. W jego oczach można było wypatrzeć barwe zbliżoną do morza podczas odpływu... Działał na mnie jak magnez. Ja to ładunek dodatki,  a on ujemny. Nad jego osobistością zapewne zapieczętowana była jakaś magia, lub to jedynie marne zauroczenie... Ogarnęła mnie fala ciepła w podbrzuszu oraz policzkach.
- Dlaczego nic nie mówisz,  Jess?  - wypaliłam nagle w stronę siostry.
- Nie mów do mnie zdrobniale. - burknęła pełnym obojętności głosem.
Wzruszyłam ramionami przenosząc wzrok na drugiego z braci,  a mianowicie Jeff'a. Zauważyłam w pewnym momencie,  że kątem oka spogląda na Jessicę. W sumie... On milczał,  ona milczała..
- Się dobrali...  - pomyślałam i po chwili powróciłam do konwersowania z Jack'iem.