Siemka!
Ja już po szkole i pełna weny zabieram się za posta ^^ Btw mam tyle pomysłów na to opowiadanie, że nie mam pojęcia co wybrać XDDD Dobra mniejsza o to zapraszam do czytania :)
"Ufaj tylko sobie."
*perspektywa Jessicy*
Czułam splute jadem spojrzenia moich nowych przyjaciół z klasy. Starałam się nie wzracać na to szczególnej uwagi aczkolwiek jedna panna i jej brązowe oczyska pałały tak mocnym wyrazem nienawiści, a poczułam zakłucie w sercu. Oliwkowa cera owej dziewczyny idealnie łączyły się z ciemnymi popalonymi włosami, które swobodnie opadały na jej szczupłe plecy, a te z kolei okryte były materiałem krzykliwego stroju. Kusa, ledwo co zasłaniająca pośladki sukieneczka bynajmniej nie reprezentowała sobą niczego dobrego, a wręcz i przeciwnie. Ciemnooka wyglądała jak pani do upojnych nocy w domach publicznych, gdzie nie ma miejsca na miłość, poczucie wstydu i jakichkolwiek zasad moralności. Wzdrygnęła się nieco, a mój mózg aż błagał trzymając złożone dłonie w geście modlitewnym bym oderwała się od tych ochydnych myśli. Próbowałam jakoś się odłączyć od reszty świata. Niestety w tym przeszkadzała mi moja ukochana siostrzyczka. Jej cudowny nastrój spowodowany obecnością dwóch urodziwych młodzieńców kompletnie mnie rozpraszał. Podjęłam radykalne kroki i po prostu wtargnęłam do jej umysłu. Dokładnie przeanalizowałam wszystko co na dany moment miała w główce. Owszem. Wdarłam się od tak do jej myśli, wspomnień... Szczerze nienawidziłam swojego przeklętego daru. Na szczęście nauczyłam się kontrolować w stu procentach to cholerstwo. Jeszcze parę lat temu skazana byłam na słyszenie myśli wszystkich ludzi, którzy byli tylko w pobliżu. Nie raz były one paskudne... Wszelkie obelgi, pragnienia erotyczne, wstydliwe sytuacje... Najbardziej jednak w pamięci utkwiły mi słowa mojej rodzicielki, których nawet nigdy nie miała mi odwagi powiedzieć prosto w twarz. Miała o mnie opinię okropną. Wyzwiska, codzienne planowanie nowych kar... Zresztą ona zginęła parę lat temu. Mimo, że moja więź z nią nie była tak mocna to jej śmierć mnie przygnębiła. Może to dlatego, iż została w brutalny sposób zamordowana we własnym łóżku, a sprawcy do teraz nie odnaleziono? Nie mogłabym stwierdzić, że tesknię, bo tak nie jest... Moja obojęność w stosunku do mamy była jak wielka przepaść. Aczkolwiek... Bardzo chciałabym wiedzieć kto dokonał tego mordu... Wrócę może jednak do Julii... Wyraźne zainteresowanie osobnikiem płci męskiej o imieniu Jack zbiło mnie z tropu. Było to absurdalne. Julia znała tego chłopaka jakieś piętnaście minut, a już opalutiła jego ciało grubym swetrem zaufania. Sprawnie przekazałam podświadomości brunetki krótką informację.
- Opamiętaj się. - poczułam, gdy ciało Julki odebrało moje impulsy.
Nastolatka zareagowała niemalże natychmiast. Skierowała buźkę wprost na mnie i prychnęła, a zaraz po tym powróciła do rozmowy z szatynem, którego tęczówki wydawały się być nienaturalnie niebieskie, a może błękitne? Zapewne zależało to od tego jak padał cień.
*perspektywa Julki*
Dlaczego Jessi ciągle musi być taka poważna? Ma siedemnaście lat, a zachowuję się jak wielce pani dorosła. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Muszę jakoś ją zmienić! Tak, zmiena mentalna to idealna sprawa dla Jessicy. Fakt. To moja siostryczka i kocham ją najmocniej, lecz my to zestawienie ognia i wody. Zupełne dwa inne temperamenty, gdzie ja jestem żywiołowa i porowista jak ten ogień, a Jess spokojna jak tafla wody w przydomowym oczku wodnym. Poczułam jak moją czaszkę wypełniają sygnały od siostry. Wywróciłam oczywa w sposób teatralny. Nie rozumiem jak ona mogła szperać mi w głowie i jeszcze cokolwiek mi przekazywać... Posmutniałam mimowolnie. Szczerze zazdrościłam siostrze tej zdolności. Cudownie by móc tak jak ona wyróżniać się na dywanie poskładanym ze zwykłych, szarych ludzi... Niestety głupiutim zachowaniem Jessicy było nie dostrzeganie swojej mocy. Traktowała to jak pokuta za grzech, która była sroga i ciężka. Ja osobiście chętnie się bym z nią zamieniła! Za takie coś mogłabym nawet i jeszcze dopłacić! Jednak to nie realne, a szkoda... Wielka szkoda...
*narracja ogólna*
Reszta lekcji minęła w tempie błyskawicznym. Julia nawiązała nić porozumienia z Jack'iem, a Jessica podobnie jak Jeff trwała w głębokim milczeniu. Drrryń! Rozległ się przytłaczający dla bębenków usznych odgłos dzwonka. Jakaś dziewczyna właśnie została uratowana z opresji niczym dama w średniowieczu, gdyż miała zapisać na tablicy równanie, o którym kompletnie nie miała pojęcia. Blask jej śnieżnych ząbków i duże, szklane oczka biły wyraźnym szczęściem.
- No dobrze, Ines na następnej lekcji dokończysz. - rzekła łagodnie pani profesor i zamknęła dziennik klasowy.
Wszyscy uczniowie nie tylko stojąca z kredą z ręku Ines odetchnęli z ulgą. Nareszcie koniec tych wyrodnych katuszy. Wzory, reakcje, masy atomowe... Czy naprawdę jest ktoś kto wielbi chemię i ją perfekcyjnie rozumie? Wątpie. No przynajmniej nie w tej klasie...
*perspektywa Jessicy*
Poderwałam się z zagrzanego krzesła niemalże w trybie natychmiastowym. Spakowałam brulion, którego okładka udekorowana była drukiem z ilustracją probówek i podręcznik. Zapach książki dotarł do moich nozdrzy i zadziałał kojąco. Uwielbiam aromat świeżego papieru i ogólnie wszelkich nowych rzeczy. Tuż przy samym wyjściu zostałam dosłownie potraktowana jakbym wyglądała na piniatę. Bliski kontakt mojego ramienia z czymś twardym nie było wspaniałym przeżyciem.
- Ałć. - syknęłam soczyście.
Skrzywiłam się znacząco i mimowolnie zaczęłam masować leciutko obolałe ramię za pomocą dłoni. Niestety nie przynosiło to jakiś spektakularnych efektów, a nawet i chyba ból się zwiększył. Byłam tak zajęta sobą, że nawet nie sprawdziłam kto przycznił się do mojego malutkiego poturbowania. Dopiero, gdy ów osoba warknęła do mnie niczym agresywny pies ze wścieklizną.
- Przeproś mnie idiotko! - piskliwy głosik przeszedł przez moje ciało niczym wstrętny dreszcz podczas grypy.
Wciąż ze skwaszoną miną przyjrzałam się osóbce, do której ów głosik należał. Okazało się, iż to pani z domu publicznego... Ta sama co wcześniej pragnęła zgładzić mnie za pomocą wzroku bazyliszka. Teraz jednak dane mi było zobaczył ją w bliższej odległości, a więc znacznie lepiej. Twarz o owalno-okrągłym kształcie aż lepiła się od namiaru ciemnego podkładu. Nos ściągnięty ku dołowi z niewielkim garbem do złudzenia przypominał te jakie przypisywano czarownicom w bajkach. Miałam ogromną chcicę by parsknąć śmiechem jak koń na padoku. Zaciskałam kurczowo usta w wąziutkiej lini by powstrzymać napływ szczerego rozbawienia.
- Zostaw ją pustaku! - Jeff mężnie stał oparty plecami o ścianę pomieszczenia chyba już od dłuższej chwili. Zamrugałam razy kilkanaście. Zszokowanie na mojej twarzyczce rosło. Przełknęłam ślinę skupiając całą swoją uwagę na moim jakże wspaniałym wybawcy. Dlaczego to zrobił? To dopiero zagadka...W między czasie miss piękności gdzieś się ulotniła. Badawczym wzrokiem dokładnie ilustrowałam każdy skrawek na buzi Jeffrey'a. Tęczówki jego oczy napigmentowane były szkarłatnym odcieniem piekieł. Czyżby nosił soczewki barwiące? Jeśli tak to po co? Doprawdy nie pojęte zjawisko... A może powinnam wziąć nogi za pas i uciekać? Napięcie się zwiększało podobnie jak i moje ciśnienie krwi.
- J-ja dzię-dziękuję. - bąknęłam i po prostu jak oszalała wybiegłam z pracowni prawie potykając się o własne stopy.
Cóż zapewne było to zachowanie pod orędownictwem samego instynktu.
*perspektywa Jeff''a*
Zmarszczyłem brwi, gdy tylko Jessica wybiegła z klasy... Zauważyła? Nic nie rozumiałem... Ona jak jedyna dostrzegła TO. Cóż... O zmianie zabarwienia oczu wiedział tylko mój brat, ale on również święty nie jest. Nie... Na pewno nie miał okazji by wyjawić jej ten jakże błachy szczególik. Mimo wszystko czułem jak mój mózg domaga się odpowiedzi na pytanie "dlaczego?". Czy ta dziewczyna obaliła barierę? Zburzyła mur hipnozy? Zacisnąłem dłonie w pięściach do tego stopnia, aż skóra zasczerwieniła się. Na dany moment nie interesowało mnie to jednak... Istnieją jeszcze tacy jak ja i mój brat? Nonsens... Ale przecież jej siostra nie wykazywała żadnych oznak inności... Typowa śmiertelicznika zafascynowana moim bratem i w mniejszym stopniu również mną... Chwilka. Na bliźniaczki wyglądają, a chodzą do tej samej klasy. Jedynie co je łączy to kolor włosów no i nazwisko... Aczkolwiek nie zawsze bliźniaczki wyglądają jak dwie krople wody i trudno je odróżnić. Zarzuciłem kaptur mojej szarej bluzy na czarną czuprynę, a dłonie włożyłem do kieszeni wąskich spodni. Dziarskim krokiem ruszyłem przed siebie. Postanowiłem poszukać Jessicy i pogadać z nią na temat jej życia. Korytarz szkolny był po prostu brzydki. Nijaki, bury i przepełniony smutkiem. Wystarczyłyoby pomalować ściany na jakiś kolor i wypolerować podłogę, a już prezentacja tego wąskiego korytarzyka wzrosłaby i na pewno nie zniechęcała wyglądem. Gdzie mogła znajdować się Jessica? Może udała się do łazienki, a może i nie? Szkoła była duża, bo liczyła aż trzy piętra nie licząc suterenów, gdyż tam były szatnie. Wtem mnie olśniło! Nastolatka pewnie udała się pod salę, w której za jakieś pięć minut miały odbyć się kolejne zajęcia. Jednak... Przecież nie wyciągnę z niej jakichkolwiek informacji na forum klasy. Pstrykałem palcami jakby to miało mi jakoś pomóc w myśleniu. Gdybym tak poprosił Jack'a? Wywołałby jakieś zamieszanie, a ja mógłbym spokojnie zabrać dziewczynę w jakieś ustronne miejsce tak aby nikt nie słyszał naszej rozmowy. Na samą myśl o mym cudownym planie uniosłem lewy kącik ust ku górze. Wyśmienicie. Znalezienie brata nie zajęło mi wiele czasu. Niestety był z Juliom. Widocznie magnetyzm w oczach Jack'a działam na nią jak wabik na dzikie zwierzęta podczas polowań.
*perspektywa Julki*
Rany. Jack jest naprawdę wspaniały! Pełen luzu i z poczuciem humoru. Nareszcie mam kogoś z kim moge wymienić słowa bez obawy, że zaraz wejrzy wgłąb mojej głowy i bezczelnie będzie zaglądać w każde zakamarki. Zawsze wyobrażałm sobie jak Jess to robi... Otwiera kolejny szufladki mojego siedemnastoletniego życia... Cóż.
- Więc... Jak to jest z tobą i Jessicom? - zapytał mój towarzysz.
Zbladłam i w jedej chwili otrząsnęłam się.
- Co?! - krzyknęłam, ale zaraz potem dodałam.
- A co między nami ma być? Po prostu siostry... - próbowałam unikać jego morskich oczu, w których zapewne już niejedna niewiasta utonęła.
- Raczej nie wyglądacie jakoś zwyczaniejnie. - jego ton wciąż był łagodny jak potulny baranek wesoło zajadający się trawą na łące.
- Co masz na myśli? - przestraszyłam się jego podejrzyliwych pytań.
- No... - chłopak podrapał się po głowie i szukał odpowiednich słów, które potem mógłby ubrać w zdanie.
Podniosłam brew do góry jednocześnie przymrużając lekko oczy.
- Dlaczego niby mamy być inne? - starałam się przybrać ton jak najbardziej naturalny.
W oczekiwaniu na jego odpowiedź przygryzłam dolną wargę, a strużka czerwonej cieczy zrosiła moje usta.
- Jesteście hmm... Przyrodnim rodzeństwem, prawda? - dostojny głos przeniósł mnie do krainy pełnej rozkoszy.
Nawet najpiękniejsza melodnia nie była godna uwagi przy jego specyficznym akcencie i szlachentej barwie. Odpłynęłam statkiem marzeń na nieznane wody. Moje szczupłe nogi, brzuch jak i ręce pokryła warstewka gęsiej skórki.
- Tak, matka Jess nie żyje, a ojca nigdy nawet nie pozna. - wypaliłam wbrew wszelkim zmysłom.
Zasłoniłam zadbaną dłonią usta. Ja, czemu, jak... Mój umysł chłonął całą masę pytań jak gąbka. Zdradziłam jednen z sekretów mojej ukochanej siostry i to bez jakichkolwiek zachamowań. Po prostu palnęłam jakby to był żart o kiepskiej puencie. Jak ja jej teraz spojrze w twarz? Zdradziłam ją... Zachowałam się jak jej wróg. Cholerne poczucie winy drażniło szpilkami moje serce. W gardle powstała wielka gula utrudniajaca mowę. Jack natomiast tylko w perfidny sposób się uśmiechał, a potem wraz ze swym bratem wtopił się w krajobraz szkolnej rzeczywistości.
*narracja ogólna*
Czas nieubłagalnie przelatuje nam między palcami. Coś się kończy, a coś zaczyna. Tak też w końcu musiała zakończyć si przerwa. Wszelkie cichy wygasały przeistaczając się w irytujące narządy słuchu szmery. Klasa sióstr Adler właśnia miała rozpocząć lekcję geografii. Belferka - surowa pani Amanda Brown właśnie otwierała drzwi pracowni. Była to kobieta o jabłkowym typie figur, przez co największa ilość tłuszczu zgromadzona była u niej na brzuchu. Ubrana w spódnicę do samych kostek i miodow sweter z golfem sprawiała wrażenie staruszki o licznych zmarszczach oraz mnóstwem leków w domowej apteczce. Czy to normalne aby opisywać tak trzydziestoparoletnią kobietę? Bynajmniej. Jednak sama sobie na takową opinię zapracowała. Niespodziewanie rozległ się dźwięk tłuczonego szkła. Najpewniej dochodził z sali biologicznej. Pani Brown podskoczyła z przerażenia tak, iż mały kluczyk wypadł jej z rąk. Zresztą i uczniowie byli opatuleni kołderką strachu. Cóż... To ludzka sprawa i jedynie głupiec nigdy niczego się nie boi. Każdy ma jakieś słabości, ale nie wszyscy mówią o nich otwarcie. I wtem... swobodnym pełzającym ruchem po betowonej podłodze przemieszczał się wąż... Skóra pomarańczowa, szorstka i niemiła w dotyku na tym gadzie eksponowała się naprawdę zjawiskowo. Chaos i panika ogarnęli wszystkich zgromadzonych. Jedni uciekali tak szybko na ile pozwalała im kondycja, a drudzy stali niczym słupy soli, bo komplety paraliż im z pewnością nie sprzyjał. Przez całe to zamieszanie nikt nawet nie zorientował się, że brakowało pewnej trójki...