Ogniste snopy porannego blasku jutrzenki owiały wątła figurę brunetki chrapiącą cichutko pod przewiewnym materiałem aksamitnej kołdry. Helios okazał się w całej swej okazałości budząc się i wszystkie ranne ptaszęta do życia. Istotka powoli otarła oczy ścierając resztki tajemniczego snu który zaprzątał jej główkę tej nocy. Nocy której prawie nie przespała. Kolejnej nocy która pozostawiła ślad na jej twarzyczce w postaci ciemno fioletowych cieni pod szklanymi od rozespania oczyma. Kto by zmrużył oczęta w miejscu tego pokroju? Kątem oka zerknęła na łóżko współlokatorki. Jessica obrócona tyłem do wstającego dnia spała w najlepsze. Jedynym znakiem obecności jej osóbki było wybrzuszenie o kształcie istoty ludzkiej z pod kołdry. Czas zdawał się płynąc leniwie i błogo. Ale nie tu. Jedno słowo psuło cały nastrój i odbierało chęć do życia. Psychiatryk. A co z tym się wiąże nie pełnosprawność umysłowa. Korzystając z chwili wolności dziewczyna wysunęła blade stópki na zamszowy dywan i ruszyła spokojnym, miarowym krokiem w kierunku wspólnej łazienki. Gdy się tam znalazła osunęła z siepie tkaninę piżamy i weszła do kabiny prysznicowej. Niby psychiatryk a jednak całkiem dobre warunki im tu sprzyjają. Prysznic bowiem zawierał wiele opcji które ujmowały pracę rąk. Jeśli się kliknęło odpowiednią z nich, twoje ciało pokrywało się żelem o wybranym aromacie. Tablica zawierała tyle guzików że trochę czasu upłynęło nim poznało się wszystkie z opcji, jednak przydaje się to w życiu. Dziewczyna wspomniała pierwsze używanie przez siebie tego urządzenia. Omylnie ustawiła je bowiem tak, że oblała ją wrząca woda od stóp do głów co zakończyło się piskiem dziewczyny. Dziś jednak postanowiła wybrać swą ulubioną opcję. Gdy jej ciało zrosiła delikatna ciecz kliknęła blado błękitny guzik co poskutkowało nałożeniem na jej ciało beżowej pianki którą zeskrobywać trzeba gąbką. Po zaschnięciu bowiem była nie do ściągnięcia. Pomaga to przy myśleniu, a wręcz pobudza szare komórki i organizm ze snu. Może w spokoju przemyśleć, przeanalizować każdy akt swego życia. Scenę która zmieniła jej życie. To co sprawiło że znalazła się w miejscu takim jak to. Zwykłe nieporozumienie które dało jej nowe doświadczenia. I zasadę którą w sercu objęła za mantrę. Nie ufaj nikomu kto był wobec ciebie fałszywy choć raz. Uśmiechnęła się na myśl że od lat wie iż taka osobą nie jest jem współmieszkanka. Analizowała każdy szczegół który jej umknął i choć robi to zawsze odkąd tu trafiła, zawsze znajduje nowe fakty. Skupiła się na jednym celu. Przypominała sobie ów feralny dzień...
~~~~~ Trzy miesiące wcześniej~~~
-Jeszcze raz!- Rozległ się krzyk brunetki która ustawiła się z powrotem w swym rzędzie. Tłum grupy tanecznej wsłuchiwał się w każde jej słowo. I pomyśleć że to nie był jej pomysł. Nauczycielka muzyki widząc jej zapęd artystyczny i talent poleciła jej naukę tańca. W prawdzie nie jest to profesjonalne studio, ale on nie umiem tańczyć.To właśnie powód dla którego tu przyszła. Dal muzyka i artysty koordynacja ruchowa jest równie ważna co sam śpiew czy gra aktorska. Gdy usłyszała o tym że przez znajomych, sztucznych przyjaciół ze studia została kapitanem drużyny zawiadomiła o tym przyjaciółkę. Jessica zawsze wspierała swą przyjaciółkę, którą traktowała jak siostrę. Trochę nadpobudliwą i bardzo zwariowaną. Niestety jedną z cech dziewczyny było to że nie łatwo odbiec od jej planów, które bywały trochę szalone. Jessica pod prośbami i groźbami zmuszona została do udziału w tych że zajęciach.Wręcz była zszokowana gdy Julia, bowiem tak brzmiało imię głównej bohaterki obwieściła jej że została mianowana na zastępcę kapitana zespołu. Julia pokładała w dziewczynie wszystkie swe nadzieje i znała ją na tyle wiedzieć by razem w połączeniu z jej siłą motywacji i bezwzględną szczerością Jessicy, ich drużyna dojdzie wysoko. Jessica podeszła do radia i schylając się przełączyła urządzenie odpowiednio by znów usłyszeć dźwięki melodii do układu tanecznego. W brew pozorom choreografię ułożyły wszystkie razem jednak nie wszystkim to pasowało. Jednak jak to w wielu przypadkach bywa wybuchały bunty co i tu miało ogromne znaczenie. Rozwinęła się bowiem grupa, elitarny klubik dla dam pokroju istot które oplatają łańcuszkiem jedną osobę która myśli że jest pępkiem świata. Tutaj takim mianem owiano Natalię. Istotę o dość skąpym ubiorze i kategorycznie ordynarnym zachowaniu. Julia wiele razy zastanawiała się dlaczego Natalia którą nazywano Talią tak nienawidzi Jessicy. Natalia miała dość długie włosy koloru palonej arabiki z lekko rozjaśnionymi końcówkami. Nos miała lekko zadarty bez śladu piegów. Ustka lekko zebrane ku sobie w delikatny dzióbek, a liściasto zielone oczy błyszczały nie bezpiecznym blaskiem z pod tysiąca czarnych rzęs przeciągniętych mascarą. Jej figura była dość koścista z lekkimi zaokrągleniami w talli. Jej wzrost można porównać do pośrednich. Nie za wysoka, nie za niska. Waga tak która nigdy nie zadowala jej osoby, co wynika z nieustannych na nią narzekań. Jessica w porównaniu do jej osoby była dwa razy ładniejszą dziewczyną. Półdługie, proste, barwione na kasztanowy brąz włosy spływały po jej placach. Mały zgrabny nosek, a pomiędzy nim bazaltowe oczęta zawierające tajemniczy błysk w oku. Malinowe ustka bez żadnych doskonaleń które można wykryć u jej rywalki. Figura typowej nastolatki ze śladami wielu zaokrągleń, dość wysoka. Ubrana jak typowa nastolatka, co się nie tyczy jej fryzury z którą uwielbia fantazjować. Zawsze wygląda to odlotowo jednak dziewczyna przywykła pytać przyjaciółkę jak wygląda. Sprawia wrażenie jakby oszczerstwa Natalii nie zostawiało w jej osobie żadnych śladów co nie było prawdą. Każde oszczerstwo, każda zniewaga została zapisana w sercu dziewczyny, jednak umysł i dobre wychowanie nie pozwalało jej na odpowiedz w stronę Natalii. Zegarek powoli zbliżał się do godziny w której miały zakończyć się zajęcia, nikt nie spodziewał się jednak że to może być i jego koniec. Kolejne nuty piosenki Hit me up Gi'i Fahrell pobudzały nowe ruchy ciała. Julia wykrzykiwała tylko uwagi do których każdy musiał się dostosować.
-A teraz MoonWalk i.... Koniec.- Zakończyły w zwiewnym układzie szachowym. Jeden z trzech układów na gminny konkurs taneczny dopięty na ostatni guzik. Każda z dziewczyn zaczęła przekrzykiwać druga by zgłosić swe uwagi czy skargi. Wystarczyło jednak jedno 'mordercze' spojrzenie Julii by wszyscy ucichli. Jessica krzycząc tylko krótkie "Cześć" ruszyła w kierunku szatni i wyjścia z budynku. Natalia znalazła okazję do obgadania wrogiej jej osóbki co od razu wplątała w życie. Czas jakby zwolnił. Julia zawsze sprawiała wrażenie dość specyficznej osoby. Dość... dziwnej choć starała się to kryć jak najlepiej. Do jej uszu doleciał nieznany jej wcześniej dźwięk który przebił się przez gwar na nowo rozpoczętych rozmów. Ignorując resztę grupy ruszyła w kierunku dźwięku. Z każdym krokiem oddalała się od grupy wodzona tylko dźwiękiem i cieniami które pojawiały się i znikały. Nim się spostrzegła znalazła się w jednym z nieczynnych o tej porze korytarzy. Ciemne figury zdawały się wykonywać swój niemy taniec przed je oczyma. Dziwne uczucie ogarniało ją w pełni, tak jakby wpakowywała się w coś co się na niej zemści. Zobaczyła ciemne postacie które pochylały się nad czymś co wydawało cichy pisk, jakby odliczanie. Gdy zrozumiałam co to jest było już za późno. Siła wybuchu ogłuszyła mnie tak że upadłam na ziemię. Bomba. Wybuchła. To tyle co pamięta. Jedyne co się działo potem to to że ta Szmata Natalia powiedziała że to Julia podłożyła bombę. Wręcz się zarzekała że to widziała. Przeżyła tylko Julia i Natalia. Wszyscy zginęli. Pytanie tylko... dlaczego dziewczyna nie została rozerwana na strzępy będąc tak blisko miejsca eksplozji?
~~~~Czas teraźniejszy. Wieczór ~~~~~
-Julia. Ogarnij się.- Jessica i na powrót znajdowałyśmy się w pokoju. Nadal nie rozumiała jak to możliwe że Jessica potrafi tak perfekcyjnie odgadnąć jej uczucia. Czy to przez mimikę twarzy? Nadal nie rozumie dlaczego ona tu trafiła.
-Dobra...- Mruknęłam obracając się na drugi bok zakładając do uszu słuchawki. Myśli aż wrzały w jej głowi. Czy tylko ona ich słyszała? Tylko ona widziała cienie? Powoli zamykała oczy usypiając przy akompaniamencie Die in a fire....
I co? Podoba się? Nie ma pomysły jak to nazwać, ale Jessica powiedziała że mogę spróbować to 'coś' pisać. Więc oto jest.
czwartek, 17 marca 2016
wtorek, 15 marca 2016
Rozd. 3 "siostrzyczki"
Bez zbędnych słów dzisiaj... zapraszam do czytania 😀😀
"Ojczulek."
*perspektywa Julki*
Mój stan zdrowia psychiczego z każdym dniem ulegał pogorszeniu. Nie potrafiłam już nawet płakać. Zupełnie jakby limit tych słonych kropli wyczerpał się doszczędnie. Poranki rozpoczynałam od głębokiej modlitwy. Dłonie złożone w pokuntym geście i myśli skupione jednynie na Bogu. Kto by pomyślał, iż ja - Julia przejdę aż drastyczną zmianę. Mentalność mojej duszy jednak funkcjonowała bardzo dobrze. Widoczna potrzebne mi to było. Intymne rozmowy z Dobrym Ojcem działają jak lekarstwo na wszelkie zło tego jakże zepsutego świata. Aczkolwiek od tych działań powstrzymał mnie przystojny niebieskooki. I tak oderwana na chwilę od wszelakich szaleństw - odrodziłam się jak feniks z popiołu. Znów ta sama dziewczyna, z nie wpisanym w dokumenty ADHD. Oczywiście nie byłam aż tak radosna... Rozsądek wciąż skupiał się na poważnym stanie Jessicy. Pragnęłam z całego serca aby moja ukochana siostrzyczka się wybudziła. Widok maszyny, która za nią oddycha jest jak najgorszy koszmar senny. Dlaczego ona, a nie ja? Czy jest jakiś malutki skrawek nadzieii, iż ona jeszcze kiedykolwiek będzie stąpać po soczystej trawce swymi bosymi stopami? Czy dane jej będzie ujrzeć zjawiskowy zachód słońca na piaczystej plaży? Och piekielny ból wypełnia mnie od środka. Cierpienie I obawa przed stratą Jessi wtargnęła do mojego krwiobiegu niczym paskudne zarazki. Na szczęście cały czas czuwa nade mną jakby na kształt anioła stróża pewien urodziwy młodzienic. Tak, tak.. Jack. Odkąd go tylko poznałam nie potrafie nawet jednego dnia spędzić bez niego. Był dla mnie oparciem. Sytuacja ze śpiączkom doprawdy nas do siebie zbliżyła. Często upajałam się zapachem namiętnych perfum ów chłopaka. Jego łagodny dotyk natomiast działał jak tabletki na dobry sen. Wyciszały, po czym przeniosiły do krainy relaksu i głębokiego spokoju.
*szpital*
Głaskałam beznamiętne palce mojej siostry. Widok, który mi towarzyszył nie mógł pozostać obojętnym. Blada, praktycznie kredowa skóra, sine usta, których wargi były delikatnie rozchylone. Moja Jessi... Wyglądem mogła dorównać nieboszczykowi, a nie pięknej młodej kobiecie. Poczułam ucisk w żołądku.
- Wróć do mnie. - szepnęłam odgarniając kosmyk włosów z jej obojętnej, szczupłej buzi.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Bez emocji w głosie zarzuciłam krótkie "proszę". Mimowolnie przeniosłam zmęczony wzrok na osobę, który dłuższą chwilę szarpała się z klamką. Prychnęłam pogardliwie, gdy moim oczom ukazał się ciemnowłosy mężczyzna. Miał na oko trzydzieści lat i kilkudniowy, seksowny zarost. Raczej latynoski typ urody. Tak sądziłam po złotej opaleniznie i charakterystycznych rysach.
- Czego znowu tu szukasz? - warknęłam w kierunku osobnika płci przeciwnej.
- Przyszedłem do córki, ale to nie twoja sprawa. Przypominam ci, gówianro że jestem starszy od ciebie i należy mi się szacunek. - silił się o opanowany ton głosu.
Tego było za wiele! On ma czelność nazywać Jessicę swoim dzieckiem?! Jestem naprawdę ciekawa tych nastu lat... Pewnie nawet nie wie kiedy Jess obchodzi urodziny...
*perspektywa Jessicy*
Mój ojciec, ale jak to?! Czyli te silne dłonie na mym policzku to dotyk rodzicielskiej troski... Kardiomonitor zaczął dosłownie tracić zmysły. W pewnej chwili wydawał z siebie jedynie nie przyjemne dla ucha piski - bardzo krótkie piski. Walczyłam ze swoim ciałem. Wygrana kosztowała mnie ogrom wysiłku. Poruszyłam palcem wskazującym. Niestety ruch ten był minimalny. Prawdziwe wynagrodzenie za bójkę otrzymałam chwilę później. Udało mi się unieść stalowe powieki ku górze. Mój wzrok był zamglony. Widziałam jedynie zarysy trzech postaci. Stali nad twardym łóżkiem i krzyczeli. Krztusiłam się. Nie byłam w stanie zaczerpnąć powietrza. Rurka w gardle przyprawiała mnie o odruchy wymiotne. Cholerne katusze wiły się na mnie jak boa dusiciel. Napłynęła mnie fala zmęczenia. Ponownie straciłam świadomość. Czy ja umarłam? Mój umysł to jedna wielka nicość. Zawsze sądziłam, iż niebo wygląda inaczej...
*perspektywa Julki*
Emocje huczały mi w głowie jak Dzwon Zygmunta podczas szczególnych okazji. Zbudziła się, moja maleńka... Euforia jednak nie trwała długo. Kiedy aparatura zmieniła swoje zachowanie nakazałam ojcu Jess by ten prędko zawołał personel. Lekarz w białym kitelku pojawił się w sali nadzwyczaj szybko. Asysta w postaci dwóch pielęgniarek wykonywała w skupieniu wszystkie polecenia doktora. Zostałam wyproszona z pomieszczenia, a wraz ze mną i ciemnowłosy panicz. Widać było zdenerwowanie wmalowane w jego ciemne obramówki oczu. Przez chwilę pomyślałam nawet, że zależy mu na mojej siostrze... Jednak to kompletny nonsens... Po piętnasu minutach ujrzałam lekarza. Wyszedł z sali poprawiając stetoskop zarzucony na szyi. Już miałam zamiar wypytać co i jak, lech ubiegnął mnie ojczulek.
- Panie doktorze co z moim dzieckiem?! - łamiący się głos zapewne nie był udawany...
- Rozintubowaliśmy ją. Teraz o jej życiu decydują dwie najbliższe doby. Na razie proszę nie wchodzić na OIOM. - powiedziawszy to po prostu odszedł do innych pacjentów zlewając się ze szpitalnym tłem.
Łzy wypłynęły z moich bursztynowych oczu. Usiadłam na krzesełku i trzęsącymi się dłońmi przeszukiwałam fioletową torebkę. Gdy tylko natknęłam się na telefon - wyjęłam go i wybrałam numer do Jack'a. Tylko on może mi teraz pomóc.
*perspektywa Jack'a, w drodze do szpitala*
- Naprawdę masz gdzieś jej los?! Przecież ona może umrzeć! - krzyczałem na brata mocno przy tym zdzierając struny głosowe.
Szczerze życie Jessicy nie było mi obojętne. Owszem nie znałem jej, ale czułem targające moją biedną głowę poczucie wine. Miałem wrażenie, iż to wszystko moja sprawka, a przecież tak też nie było... W dodatku Julia... Aksamit jej brązowych włosów, zgrabna sylwetka i magiczny uśmiech. Od razu serce przyśpieszyło rytmu na myśl o tej niesamowitej istotce...
*szpital*
Truchem dostałem się do miejsca, przy którym znajdowała się sala intensywnej opieki medycznej. Tuż przed wielkimi szlanymi drzwami siedziała zdruzgotana Julka. Zacisnąłem szczęke i usiadłem obok niej. Objąłem ramieniem dziewczynę, a ona wtuliła się we mnie jak niemowlę.
- Cśś... jestem przy tobie... - mruknąłem muskając ustami jej główkę.
*perspektywa Jeffa*
Mam dość! Wszyscy zwariowali na punkcie tej Jessicy! No ludzie! ona ucięła sobie tylko dłuższą drzemkę... Dobrze, że w tym starym szpitalu jest chociaż automat z napojami. Moje podniebienie z niecierpliwością czekało na łyk gorącej czekolady. Jack'uś zapewnie jest przy swojej ukochanej. To znaczy... Jeszcze nie, ale widać, że uczepiła się go jak papierek na naelektryzowany materiał.
"Ojczulek."
*perspektywa Julki*
Mój stan zdrowia psychiczego z każdym dniem ulegał pogorszeniu. Nie potrafiłam już nawet płakać. Zupełnie jakby limit tych słonych kropli wyczerpał się doszczędnie. Poranki rozpoczynałam od głębokiej modlitwy. Dłonie złożone w pokuntym geście i myśli skupione jednynie na Bogu. Kto by pomyślał, iż ja - Julia przejdę aż drastyczną zmianę. Mentalność mojej duszy jednak funkcjonowała bardzo dobrze. Widoczna potrzebne mi to było. Intymne rozmowy z Dobrym Ojcem działają jak lekarstwo na wszelkie zło tego jakże zepsutego świata. Aczkolwiek od tych działań powstrzymał mnie przystojny niebieskooki. I tak oderwana na chwilę od wszelakich szaleństw - odrodziłam się jak feniks z popiołu. Znów ta sama dziewczyna, z nie wpisanym w dokumenty ADHD. Oczywiście nie byłam aż tak radosna... Rozsądek wciąż skupiał się na poważnym stanie Jessicy. Pragnęłam z całego serca aby moja ukochana siostrzyczka się wybudziła. Widok maszyny, która za nią oddycha jest jak najgorszy koszmar senny. Dlaczego ona, a nie ja? Czy jest jakiś malutki skrawek nadzieii, iż ona jeszcze kiedykolwiek będzie stąpać po soczystej trawce swymi bosymi stopami? Czy dane jej będzie ujrzeć zjawiskowy zachód słońca na piaczystej plaży? Och piekielny ból wypełnia mnie od środka. Cierpienie I obawa przed stratą Jessi wtargnęła do mojego krwiobiegu niczym paskudne zarazki. Na szczęście cały czas czuwa nade mną jakby na kształt anioła stróża pewien urodziwy młodzienic. Tak, tak.. Jack. Odkąd go tylko poznałam nie potrafie nawet jednego dnia spędzić bez niego. Był dla mnie oparciem. Sytuacja ze śpiączkom doprawdy nas do siebie zbliżyła. Często upajałam się zapachem namiętnych perfum ów chłopaka. Jego łagodny dotyk natomiast działał jak tabletki na dobry sen. Wyciszały, po czym przeniosiły do krainy relaksu i głębokiego spokoju.
*szpital*
Głaskałam beznamiętne palce mojej siostry. Widok, który mi towarzyszył nie mógł pozostać obojętnym. Blada, praktycznie kredowa skóra, sine usta, których wargi były delikatnie rozchylone. Moja Jessi... Wyglądem mogła dorównać nieboszczykowi, a nie pięknej młodej kobiecie. Poczułam ucisk w żołądku.
- Wróć do mnie. - szepnęłam odgarniając kosmyk włosów z jej obojętnej, szczupłej buzi.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Bez emocji w głosie zarzuciłam krótkie "proszę". Mimowolnie przeniosłam zmęczony wzrok na osobę, który dłuższą chwilę szarpała się z klamką. Prychnęłam pogardliwie, gdy moim oczom ukazał się ciemnowłosy mężczyzna. Miał na oko trzydzieści lat i kilkudniowy, seksowny zarost. Raczej latynoski typ urody. Tak sądziłam po złotej opaleniznie i charakterystycznych rysach.
- Czego znowu tu szukasz? - warknęłam w kierunku osobnika płci przeciwnej.
- Przyszedłem do córki, ale to nie twoja sprawa. Przypominam ci, gówianro że jestem starszy od ciebie i należy mi się szacunek. - silił się o opanowany ton głosu.
Tego było za wiele! On ma czelność nazywać Jessicę swoim dzieckiem?! Jestem naprawdę ciekawa tych nastu lat... Pewnie nawet nie wie kiedy Jess obchodzi urodziny...
*perspektywa Jessicy*
Mój ojciec, ale jak to?! Czyli te silne dłonie na mym policzku to dotyk rodzicielskiej troski... Kardiomonitor zaczął dosłownie tracić zmysły. W pewnej chwili wydawał z siebie jedynie nie przyjemne dla ucha piski - bardzo krótkie piski. Walczyłam ze swoim ciałem. Wygrana kosztowała mnie ogrom wysiłku. Poruszyłam palcem wskazującym. Niestety ruch ten był minimalny. Prawdziwe wynagrodzenie za bójkę otrzymałam chwilę później. Udało mi się unieść stalowe powieki ku górze. Mój wzrok był zamglony. Widziałam jedynie zarysy trzech postaci. Stali nad twardym łóżkiem i krzyczeli. Krztusiłam się. Nie byłam w stanie zaczerpnąć powietrza. Rurka w gardle przyprawiała mnie o odruchy wymiotne. Cholerne katusze wiły się na mnie jak boa dusiciel. Napłynęła mnie fala zmęczenia. Ponownie straciłam świadomość. Czy ja umarłam? Mój umysł to jedna wielka nicość. Zawsze sądziłam, iż niebo wygląda inaczej...
*perspektywa Julki*
Emocje huczały mi w głowie jak Dzwon Zygmunta podczas szczególnych okazji. Zbudziła się, moja maleńka... Euforia jednak nie trwała długo. Kiedy aparatura zmieniła swoje zachowanie nakazałam ojcu Jess by ten prędko zawołał personel. Lekarz w białym kitelku pojawił się w sali nadzwyczaj szybko. Asysta w postaci dwóch pielęgniarek wykonywała w skupieniu wszystkie polecenia doktora. Zostałam wyproszona z pomieszczenia, a wraz ze mną i ciemnowłosy panicz. Widać było zdenerwowanie wmalowane w jego ciemne obramówki oczu. Przez chwilę pomyślałam nawet, że zależy mu na mojej siostrze... Jednak to kompletny nonsens... Po piętnasu minutach ujrzałam lekarza. Wyszedł z sali poprawiając stetoskop zarzucony na szyi. Już miałam zamiar wypytać co i jak, lech ubiegnął mnie ojczulek.
- Panie doktorze co z moim dzieckiem?! - łamiący się głos zapewne nie był udawany...
- Rozintubowaliśmy ją. Teraz o jej życiu decydują dwie najbliższe doby. Na razie proszę nie wchodzić na OIOM. - powiedziawszy to po prostu odszedł do innych pacjentów zlewając się ze szpitalnym tłem.
Łzy wypłynęły z moich bursztynowych oczu. Usiadłam na krzesełku i trzęsącymi się dłońmi przeszukiwałam fioletową torebkę. Gdy tylko natknęłam się na telefon - wyjęłam go i wybrałam numer do Jack'a. Tylko on może mi teraz pomóc.
*perspektywa Jack'a, w drodze do szpitala*
- Naprawdę masz gdzieś jej los?! Przecież ona może umrzeć! - krzyczałem na brata mocno przy tym zdzierając struny głosowe.
Szczerze życie Jessicy nie było mi obojętne. Owszem nie znałem jej, ale czułem targające moją biedną głowę poczucie wine. Miałem wrażenie, iż to wszystko moja sprawka, a przecież tak też nie było... W dodatku Julia... Aksamit jej brązowych włosów, zgrabna sylwetka i magiczny uśmiech. Od razu serce przyśpieszyło rytmu na myśl o tej niesamowitej istotce...
*szpital*
Truchem dostałem się do miejsca, przy którym znajdowała się sala intensywnej opieki medycznej. Tuż przed wielkimi szlanymi drzwami siedziała zdruzgotana Julka. Zacisnąłem szczęke i usiadłem obok niej. Objąłem ramieniem dziewczynę, a ona wtuliła się we mnie jak niemowlę.
- Cśś... jestem przy tobie... - mruknąłem muskając ustami jej główkę.
*perspektywa Jeffa*
Mam dość! Wszyscy zwariowali na punkcie tej Jessicy! No ludzie! ona ucięła sobie tylko dłuższą drzemkę... Dobrze, że w tym starym szpitalu jest chociaż automat z napojami. Moje podniebienie z niecierpliwością czekało na łyk gorącej czekolady. Jack'uś zapewnie jest przy swojej ukochanej. To znaczy... Jeszcze nie, ale widać, że uczepiła się go jak papierek na naelektryzowany materiał.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)