Siemka Kochani!
Dziś skończyłam wcześniej lekcje i postanowiłam wrzucić rozdział. Mam nadzieje, że Wam się spodoba :D ! Swoją drogą jak u Was w szkole - jakieś jedynki są ^^ ?
Z lekka chwiejnym krokiem skierowała się w kierunku szkoły. Wypielęgnowane dłonie wsunęła do kieszeni obcisłych spodni i po prostu szła jakby na ścięcie na najgorszą zbrodnię świata. Lubiła naukę, ale nie budynek, w którym przekazywano wiedzę, a jeszcze bardziej miała dość peroson z jej najbliższego otoczenia, czyli klasy. Wyzwiska, drwiny, cichutkie, a jednak głośne szepty... Aczkolwiek wór ten miał znacznie głębsze dno... Te wyżej wymienione to tylko odrobinka, maleńki kawałeczek wyrwany z psychiki licealistki.
Przechadzając się alejką zdobioną barwnym kwieciem i dorodnymi drzewami ciągle sądziła, iż ktoś ją śledzi. Dziwne uczucie wywiercało ucisk na żołądku i muśnięcie chłodu na aksamitnej skórze. Co dwa kroki odwracała się na pięcie i dokładnie badawczym wzrokiem ilustrowała miejsce. Oczywiście w celu znalezienia rzekomego osobnika... Jednak nic oprócz pożółkniałych dywanów stworzonych z liści nie wypatrzyła. Przełknęła ślinę przyśpieszając chód, podobnie zresztą postąpił jej puls - również dodał tempa. Na szczęście z oddali było można dostrzec już zarys wysokiego, bo składającego się z czterech pięter budynku szkoły. Na blade usteczka kasztanowowłosej wcisnęło się troszeczkę ulgi. Coś na kształt praktycznie nie zauważalnego uśmieszku. Może i nawet nieco wymuszonego. Chyba po raz pierwszy Majka składała ręce w modlitewnym geście, który miał być oznaką podzięki dla Ojca Niebieskiego za to, że na jej polu widzenia pojawiło się liceum. Doprawdy dziwne, a nawet i bardzo.
Przekraczając próg szkoły mimika jej twarzy ponownie stworzyła poważny grymas pomieszany z nutą smutku. Witamy w piekle...
- Byle do czternastej. - mruknęła wyciągając z szafki potrzebne do zajęć książki oraz zeszyty.
I tak udała się do klasy. Pierwsza lekcja do biologia. Jak na złość Maja musiała dzielić ławkę z "klasową pięknością" - Amber. Była to szczupła, zgrabna istotka ze sporym biustem i kompletną pustką w blond główce. Ubytki intelektualne próbowała zastąpić makijażem. Mocne, ciemne kreski podkreślające błękit oczu, cienie na powiekach w zwariowanych żywych barwach, czarna kredka na dolnej linii wodnej, podkład o przynajmniej ton za ciemny, usta wypełnione kwasem i umalowane na odcień malinowego różu zupełnie jak i policzki, na których gościł jeszcze tygodniowy zapas pudru. Swoją drogą pewną ciekawość budziła w nastolatce... Mianowicie czy nie stojąc przy grzejniku plastikowa tekstura blondynki nie zacznie się po prostu topić... Bowiem tworzywa sztuczne mają takową właściwość.
Wskazówka na zegarze wskazała punktualnie godzinę czternastą. W sumie minęło to jak z bicza strzelił. W pełni uradowana Maja wybiegła ze szkoły niestety potykając się tuż przy wyjściu. Mimowolnie przymknęła kurczowo powieki oraz szczękę. Pewna była bliskiego spotkania z twardym podłożem, gdy poczuła czyjeśc silne, lecz zimne ramiona. Zdezorientowana otwarła oczy, które szybko nabrały w sobie szczere zaszokowanie. Już nie sam fakt, iż ktoś poraczył się pomóc dziewczynie, ale właśnie ten ktoś... Wysoki, kruczowłosy młodzieniec o pięknej, mlecznej cerze. Brunetka niemalże natychmiast odpłynęła w głębi jego spojrzenia. Był w nich nawarty jakiś magnetyzm... Źrenic nie było można wyszczególnić, gdyż zbyt zlewały się one z czernią tęczówek.
- J-j dzi-dzię-dziękuję. - wydukała po chwili, ale wtedy sobie właśnie zdała sprawę, że stoi na równych nogach, a po tajemniczym nieznajomym nie zostało już nic...