~Każdy ma w życiu cel...~
~Per. E. Jack~
W życiu musi być ten pierwszy raz gdy przeciwstawiasz się władzy losu. Gdy robisz coś czego nigdy nie robiłeś. Próbujesz nowych smaków. Dziś po raz pierwszy ja i Jeff musimy przełamać się w udać do miejsca od którego zawsze stroniliśmy. Do Psychiatryka. Miejsca pełnego samobójców i osób ze stwierdzonymi zaburzeniami osobowości. Kto by mógł pomyśleć że to myśli seryjnego mordercy. Jednak oboje mamy świadomość wspólnego celu. Musimy zlikwidować świadka. Na samą myśl o tym iż dostajemy szansę na bezkarne odebranie życia nie winnej dziewczynie, na wpatrywanie się w jej ostatni dech i powoli ustający rytm serca. Czuję dreszcze przechodzące od kręgosłupa w dół. Czekając na mojego drogiego kompana oglądałem zdjęcie ofiary. Była to dziewczyna o długich karmelowych włosach które gdzie nie gdzie przechodziły w fale. Niby nie widomy a jednak wiem. Zawsze mogę zapytać innych co jest na zdjęciu, prawda? Oczy nacechowane były zarazem szarością pochmurnego nieba, a przechodziły w leśny busz. Błyszczały niczym gwiazdozbiór na niebie, a szereg śnieżnych zębów raził swą bielą. Wargi były koloru dojrzałych malin. Wykłócałbym się z koniecznością zabicia takiej istoty gdyby nie to że nas widziała. Jest nie chcianym świadkiem którego należy natychmiast usunąć z drogi w taki czy inny sposób. Zmarszczyłem brwi. Jak to możliwe by taka istota trafiła do miejsca tak obskurnego jak to. Podniosłem 'wzrok' na budynek psychiatryka który nie grzeszył nowością. Tynk i elewacja ze sobą nie współgrały, a kolor biały wręcz odstraszał ludzi od siebie. Ktoś klepnął mnie w ramię. Wystarczył jeden ruch bym wiedział kto to, jeden wdech powietrza otoczonego jego zapachem. Woods.
-Jack?- Zapytał swych ochrypłym od ekscytacji głosem.- Idziemy?- Zapytał. Gdybym miał zgadywać jego błękitne oczęta błyszczały niczym u podekscytowanego szczeniaczka.
-Jeff... raczej łatwo będzie wejść do psychiatryka....- Po chwili ciszy dodałem.- Gorzej będzie z wyjściem....
~Per. Jessi~
Po upłynięciu dwóch godzin wreszcie łaskawie pozwolili sobie wypuścić mą osobę.Okropny ból przenikał me ciało do szpiku kości, mrożąc swymi nie zgrabnymi dłońmi me ciało. Od tych starych i nieetycznych, skórzanych pasów zostaną mi blizny i sińce. Zilustrowałam chłodnym wzrokiem szczupłe nadgarstki skąpane w dziecięcym różu. Dolna warga drgała w niemym tańcu rozpaczy a wzrok zeszklił się w mym pokoju gdzie zauważyłam coś dziwnego na mej gładkiej skórze. Czy... to... Wysypka...? Złotawo bursztynowe plamki wielkości pięści prezentowały się nagannie na mej skórze. Były wręcz ohydne i odrażające.
-Co to jest?- Krzyknęłam a w mym głosie mieszała się irytacja i dezorientacja. Pod wypływem mych piskliwych i wyniosłych wrzasków zjawiło się całe stado pożal się boże lekarzyków z nijakim pojęciem o leczeniu. Biel ich fartuszków działała na mnie tak drażniąco jak uporczywa rurka w gardle podczas płukania żołądka.
-Cóż się z nów dzieje panno Adler?- Zapytał jeden z kółka różańcowego z głębokim oburzeniem i irytacją, tak jakby to że moja skóra tak reaguje na ich nieodpowiednie metody leczenia.Jego głos dotarł do mych bębenków. Z resztą... są tu po to by mi pomóc wyjść na prosta a nie krytykować każdy ruch w którą kolwiek stronę. Tu nie ma dobrych i złych, są tylko schizy i lekarze. My to ci źli a oni ideały.
-Ja.... ja... Wysypka!- Wywijałam swymi przegubami przed twarzyczkami zniesmaczonego personelu. Ci jedynie westchnęli głęboko i beznamiętnie.
-Stan alergiczny.- Postawił diagnozę doktorek o platynowej barwie włosów. Był dość... charakterystyczny. Długi, szpiczasty nos i wąskie ustka. Przejechał dłonią po swej nie banalnej fryzurze.- Przenosimy ją do izolatki.- Postanowił na co reszta bez cienia wątpliwości przystała. Nikt nawet nie skomentował idiotycznej decyzji doktorka. Wszyscy chcieli się pozbyć problemu. Na mej twarzyczce wykwitł nikły cień uśmiechu. Szczerze? Ucieszyłam się jak malutkie dziecię które dostało kolorowego lizaka w swe małe, zgrabniutkie rączki. Izolatka, izolatką lecz spotkam Julię! Te tłumoki nie wpadną na pomysł by naz rozdzielić. Zbyt wiele zachodu, lepiej mieć dwa problemy obok siebie i z głowy. Izolatka z Juliom to zupełnie inna bajka....
~Per. Julka~
Nie, nie, nie! Mam dość tych monotonnych ścian o barwie dorównującej puchowej kołdrze która okrywa świat w mroźne dni gdy gwiazdy wykwitają niczym pąki najwspanialszych kwiatów na niebie. Ścian splutych krwią schizofremików. Doprawdy moja główka nie ma żadnych zbytecznych towarzyszy. Jestem całkiem normalna! Próbowała sobie wmówić z całych sił. Dlaczego więc usiłują zrobić z mej osoby dziewczę o niespełna rozumu?! Usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwierania starych mosiężnych drzwi. Czyżby już nadeszła pora obiadu? Czy czas tak szybko biegnie? Swoją droga długo na czerstwym chlebie i krystalicznie czystej wodzie nie wytrzymam. Odkąd zostałam osadzona w tym więzieniu z zaostrzonym rygorem moje nastoletnie ciałko zmizerniało. Figura utraciła kilka swych kilogramów, skóra przybrała odcień chorobliwej szarości a włosie na mej główce utraciło swą jędrność i krystaliczny połysk.
-Masz koleżankę do towarzystwa.- Rozległ się straszliwie gruby ton głosu przeszywający mię dogłębnie. Jego mroczna barwa paraliżowała me serce, usilnie starając się powstrzymać jego bicie. Może to nowa, nieświadoma życia w psychiatryku osobistość którą trzeba nauczyć jak się obracać w tym chorym towarzystwie? Nie dane było mi nad tym rozmyślać, bo do pomieszczenia wepchnięta została jakaś panna, która prze nie uwagę bramkarza upadła na kolanka kryjąc twarzyczkę w burzy włosów. Zmarszczyłam brwi podpełzając do istoty. Okazało się iż była to Jessica. Jak oni mogli... jak śmieli tak traktować pacjentów? Czy my wyglądamy na puste marionetki? Lalki bez uczuć i ruchu w swych kończynach? Jesteśmy tak żywymi istotami jak oni sami! Równie dobrze ja mogłabym ich tak katować w swym życiu za najmniejsze przewinienie. Gdy znalazłam się obok niej oszacowałam stan zdrowia dziewczyny, po chwili jednak nie stwierdziła żeby jak kolwiek na nim ucierpiała. Zszokowana przy uwarzyłam na jej ustkach odcień tryumfu.
-Mój geniusz zadziwia mą osobę z dnia na dzień coraz bardziej.- Zarzuciła cieplutko, po czym przelotnie omiotła wzrokiem mą postać. Ja również zilustrowałam ją wzrokiem przybierając pytający wyraz twarzy z niemą prośbą o wyjaśnienia. Skrzyżowałam ramiona i wyczekiwałam odpowiedzi.
-Powiem tak... Pasta do zębów jest naprawdę uniwersalna.- Pokiwałam głową z aprobatą.
-A Oral-b czy Cologate?- Mruknęłam ironicznie obrzucona spojrzeniem czarnowłosej. Ułożyłam ustka w pytanie 'No co?' wzruszając ramionami. Westchnęła a ja przewróciłam teatralnie oczyma na myśl o jej pomyśle.
-No, ej! Nie każdy wpadnie na pomysł by z pasty stworzyć sztuczną wysypkę w celu dostania się do przyjaciółki. Masz szczęście że przyjaźnisz się z takim geniuszem jak ja.- Zawsze skromna. Puściła mi oczko z pod wodospadu naturalnie ciemnych rzęs.
-Wariatka.- Wypowiedziawszy te sympatyczne słowa wtuliłam się w tkaninę bluzki przyjaciółki.
-Jack?- Zapytał swych ochrypłym od ekscytacji głosem.- Idziemy?- Zapytał. Gdybym miał zgadywać jego błękitne oczęta błyszczały niczym u podekscytowanego szczeniaczka.
-Jeff... raczej łatwo będzie wejść do psychiatryka....- Po chwili ciszy dodałem.- Gorzej będzie z wyjściem....
~Per. Jessi~
Po upłynięciu dwóch godzin wreszcie łaskawie pozwolili sobie wypuścić mą osobę.Okropny ból przenikał me ciało do szpiku kości, mrożąc swymi nie zgrabnymi dłońmi me ciało. Od tych starych i nieetycznych, skórzanych pasów zostaną mi blizny i sińce. Zilustrowałam chłodnym wzrokiem szczupłe nadgarstki skąpane w dziecięcym różu. Dolna warga drgała w niemym tańcu rozpaczy a wzrok zeszklił się w mym pokoju gdzie zauważyłam coś dziwnego na mej gładkiej skórze. Czy... to... Wysypka...? Złotawo bursztynowe plamki wielkości pięści prezentowały się nagannie na mej skórze. Były wręcz ohydne i odrażające.
-Co to jest?- Krzyknęłam a w mym głosie mieszała się irytacja i dezorientacja. Pod wypływem mych piskliwych i wyniosłych wrzasków zjawiło się całe stado pożal się boże lekarzyków z nijakim pojęciem o leczeniu. Biel ich fartuszków działała na mnie tak drażniąco jak uporczywa rurka w gardle podczas płukania żołądka.
-Cóż się z nów dzieje panno Adler?- Zapytał jeden z kółka różańcowego z głębokim oburzeniem i irytacją, tak jakby to że moja skóra tak reaguje na ich nieodpowiednie metody leczenia.Jego głos dotarł do mych bębenków. Z resztą... są tu po to by mi pomóc wyjść na prosta a nie krytykować każdy ruch w którą kolwiek stronę. Tu nie ma dobrych i złych, są tylko schizy i lekarze. My to ci źli a oni ideały.
-Ja.... ja... Wysypka!- Wywijałam swymi przegubami przed twarzyczkami zniesmaczonego personelu. Ci jedynie westchnęli głęboko i beznamiętnie.
-Stan alergiczny.- Postawił diagnozę doktorek o platynowej barwie włosów. Był dość... charakterystyczny. Długi, szpiczasty nos i wąskie ustka. Przejechał dłonią po swej nie banalnej fryzurze.- Przenosimy ją do izolatki.- Postanowił na co reszta bez cienia wątpliwości przystała. Nikt nawet nie skomentował idiotycznej decyzji doktorka. Wszyscy chcieli się pozbyć problemu. Na mej twarzyczce wykwitł nikły cień uśmiechu. Szczerze? Ucieszyłam się jak malutkie dziecię które dostało kolorowego lizaka w swe małe, zgrabniutkie rączki. Izolatka, izolatką lecz spotkam Julię! Te tłumoki nie wpadną na pomysł by naz rozdzielić. Zbyt wiele zachodu, lepiej mieć dwa problemy obok siebie i z głowy. Izolatka z Juliom to zupełnie inna bajka....
~Per. Julka~
Nie, nie, nie! Mam dość tych monotonnych ścian o barwie dorównującej puchowej kołdrze która okrywa świat w mroźne dni gdy gwiazdy wykwitają niczym pąki najwspanialszych kwiatów na niebie. Ścian splutych krwią schizofremików. Doprawdy moja główka nie ma żadnych zbytecznych towarzyszy. Jestem całkiem normalna! Próbowała sobie wmówić z całych sił. Dlaczego więc usiłują zrobić z mej osoby dziewczę o niespełna rozumu?! Usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwierania starych mosiężnych drzwi. Czyżby już nadeszła pora obiadu? Czy czas tak szybko biegnie? Swoją droga długo na czerstwym chlebie i krystalicznie czystej wodzie nie wytrzymam. Odkąd zostałam osadzona w tym więzieniu z zaostrzonym rygorem moje nastoletnie ciałko zmizerniało. Figura utraciła kilka swych kilogramów, skóra przybrała odcień chorobliwej szarości a włosie na mej główce utraciło swą jędrność i krystaliczny połysk.
-Masz koleżankę do towarzystwa.- Rozległ się straszliwie gruby ton głosu przeszywający mię dogłębnie. Jego mroczna barwa paraliżowała me serce, usilnie starając się powstrzymać jego bicie. Może to nowa, nieświadoma życia w psychiatryku osobistość którą trzeba nauczyć jak się obracać w tym chorym towarzystwie? Nie dane było mi nad tym rozmyślać, bo do pomieszczenia wepchnięta została jakaś panna, która prze nie uwagę bramkarza upadła na kolanka kryjąc twarzyczkę w burzy włosów. Zmarszczyłam brwi podpełzając do istoty. Okazało się iż była to Jessica. Jak oni mogli... jak śmieli tak traktować pacjentów? Czy my wyglądamy na puste marionetki? Lalki bez uczuć i ruchu w swych kończynach? Jesteśmy tak żywymi istotami jak oni sami! Równie dobrze ja mogłabym ich tak katować w swym życiu za najmniejsze przewinienie. Gdy znalazłam się obok niej oszacowałam stan zdrowia dziewczyny, po chwili jednak nie stwierdziła żeby jak kolwiek na nim ucierpiała. Zszokowana przy uwarzyłam na jej ustkach odcień tryumfu.
-Mój geniusz zadziwia mą osobę z dnia na dzień coraz bardziej.- Zarzuciła cieplutko, po czym przelotnie omiotła wzrokiem mą postać. Ja również zilustrowałam ją wzrokiem przybierając pytający wyraz twarzy z niemą prośbą o wyjaśnienia. Skrzyżowałam ramiona i wyczekiwałam odpowiedzi.
-Powiem tak... Pasta do zębów jest naprawdę uniwersalna.- Pokiwałam głową z aprobatą.
-A Oral-b czy Cologate?- Mruknęłam ironicznie obrzucona spojrzeniem czarnowłosej. Ułożyłam ustka w pytanie 'No co?' wzruszając ramionami. Westchnęła a ja przewróciłam teatralnie oczyma na myśl o jej pomyśle.
-No, ej! Nie każdy wpadnie na pomysł by z pasty stworzyć sztuczną wysypkę w celu dostania się do przyjaciółki. Masz szczęście że przyjaźnisz się z takim geniuszem jak ja.- Zawsze skromna. Puściła mi oczko z pod wodospadu naturalnie ciemnych rzęs.
-Wariatka.- Wypowiedziawszy te sympatyczne słowa wtuliłam się w tkaninę bluzki przyjaciółki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz