sobota, 12 marca 2016

Rozdz.2 "siostrzyczki"

Siemka <3  Mam nadzieję, że Wam się spodoba taki nagły zwrot akcji :D !

"Wciąż walczy."

*perspektywa Jack'a*

Pięknie, naprawdę. Poproszę o nagrodę za najlepszego brata roku. Ze skrzywieniem wymalowanym na twarzyczce skrywałem się w składziku woźnego. Roiło się tam od cholernej ilości kurzu oraz pajęcznyn, a co się z tym wiąże? Pająki. Wredne, małe i z owłosionymi odnóżami. Miałem wrażenie, iż wzrócę zaraz swoje śniadanie. Och biada mi! Mój żołądek właśnie urządził sobie strajk i stwierdził, że nie ma zamiaru dłużej przebywać w towarzystwie tych jakże uroczych stworzonek. No cóż. Nie miałem ochoty aby udekorować te malutkie pomieszczenie swoimi wymiocinami. Wycofałem się więc po chwili i jak gdyby nigdy nic opuściłem teren szkoły. Ku mojemu zaskoczeniu afera spowodowana wężem trwała nadal. Opanowałem fale rozbawienia i nawet nie pisknąłem. Dopiero potem wybuchnąłem śmiechem, gdy upewniłem się, że jestem w bezpiecznej odległości od murów szkoły. Jak można wystraszyć się tego gada? Przecież to zbożowy wąż. Nie jest on groźny ani nawet nie długi na piętnaście kilometrów. Absurdalne by się go bać. Mój genuisz mnie doprawdy zadziwia. Nawet nie miałem pojęcia, iż jestem tak mądry i potrafie obmyślać dywersyjne działania, gdy mój ukochany Jeff'uś potrzebuje porozmawiać z jakąś panienkom. Z szerokim uśmiechem usiadłem na ławce. Znalazłem się w parku. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę jak szybko przebierałem nogami. Chwila zasłużonego odpoczynku mi się należy. Przymknąłem powieki i pozwoliłem aby aksamitny wiatr zwiastujący nadchodzącą wiosnę muskał moje blade policzki.

*perspektywa Julki*

Nienawidzę węży! Panika zawładnęła moim ciałem. Czułam się jak marionetka całkowicie zależnia od niej. Paraliż, kompletny paraliż. Strach przed bliskim kontaktem z tym pomarańczowym osobnikiem przyprawiał mnie o dreszcze. Nie mogłam nic zrobić. Chciałam uciekać, lecz moje stopy przyszpilone były do podłoża za pomocą niewidzialnych gwoździ. Chciałam krzyczeć, lecz moja krtań przeistoczyła się w ogromną gulę utrudniającą chociażby przełknięcie śliny. Chciałam stać się niewidzialna, lecz nie było mi dane posiadać takich zdolności. Chciałam być tuż przy boku siostry, lecz nie mogłam wypatrzeć jej w tłumie. Moment... Dlaczego nie było Jessi? Czyżby już się dowiedziała o mojej perfidnej zdradzie? Och nie... Szala niepowodzeń przeważała aktualnie moje życie...

*w między czasie Jessica i Jeff*

Brunetka nie miała pojęcia co się przed momentem wydarzyło. Pamięta jedynie silne, męskie ramiona i pociągnięcie za kościste palce swojej zadbanej dłoni. Wszystko działo się jak rodem z filmu akcji. Niestety wykonanego bardzo tanim kosztem i bez efektów specjalnych. Teraz dziewczyna badała sytuacje. Sumowała wszelkie fakty, ale nadal nie mogła określić miejsca swojego położenia. Ciemność przenikała przez nią jak osiadająca się ranna mgła. Była niczym bezbronne zagubione w szarej rzeczywistości dziecię. Jej oddech był długi, a puls podwyższony do granic możliwości.
- Co się dzieje?  Gdzie ja jestem? Czy ja umarłam? To sen? - czaszka nastoletniej panny aż pękała od nadmiaru zadawanych pytań, które na dany moment pozostawały bez odpowiedzi.
Nagle ujrzała jakąś jasną łunę. Światło. Ktoś o wysokiej sylwetce zbliżał się z oddali niosąc w ręce zapaloną świecę. Jessica starała się zachować zdrowe zmysły i nie dać emocją. Zaczekała na ową postać. Był to nikt inny jak szanowny Jeffrey. Dziewczyna zmarszczyła brwi. To znowu ten młodzienieć, któremu tęczówki zmieniają barwę. Jessica pocierała kciukiem swoje biodro w celu dodania sobie odrobinkę otuchy. Czarnowłosy był świadom jaki stosunek ma do niego ta siedemnastolatka... Zasiał w niej ziarenko lęku, a teraz niczym ogrodnik pielęgnuje swoją roślinę.
- Nie martw się jesteśmy w piwnicy szkoły. A teraz do rzeczy. Musimy sobie coś wyjaśnić. - zaczął beznamiętnie odstawiając świecę na ziemię tak aby oświetliła ona zmysłową twarz Jessicy.
- O czym? - starała się o ton chłodny, a nawet można rzec, że arogancki.
- O tobie. - mruknął krótko ilustrując dziewczynę od stóp do głów.
Była nadzwyczaj piękna i co najważniejsze nie potrzebowała kilogramów makijażu czy wyzywających ubrań by taką być.
- O-o mn-mnie? - zająknęła się, a Wood's uśmiechnął się tajemniczo.
- Tak o tobie. Jesteś niezwykła i ja to wiem. Niestety nie mam pojęcia czym tą niezwykłość sobie zawdzięczasz. Ty jako jedyna zorientowałaś się, iż moje oczy zmieniają barwę. W dodatku nie dałaś się zmanipulować ani mnie ani Jack'owi. Swoją drogą różnicie się z siostrom, co nie? Ona jest szczęśliwa przy swoich biologicznych rodzicach, a ty? Straciłaś matkę, a ojca nie było ci dane nigdy poznać. - Jeff opowiedział kilka zdań z niezwykłą lekkością w głosie.
Jessica nie mogła uwierzyć własnym uszom. Skąd on mógł wiedzieć to wszystko... Czy możliwe jest by ukochana Julka wszystko powiedziała? I jeśli tak czy wspomniała również o czytaniu w myślach? Ciemne oczy brunetki zeszkliły się na kształt tafli lodu na jeziorze. Okrutny świat, okrutni ludzie. Nastolatka miała dość.
- Nic o mnie nie wiesz! - wykrzyczała młodzieńcowi prosto w twarz i poczęła biec przed siebie odpychając przy tym Jeffrey'a.
- A miało być tak miło. - burknął Wood's mrużąc powieki.

*perspektywa Jessicy*

Biegłam ile sił w nogach. Niestety moja kondycja oraz brak oświetlenia nie pomagały mi w odnalezieniu wyjścia. Na moje nieszczęście potknęłam się o jakiś wyboisty przedmiot na podłodze. Padłam na zimną posadzkę z impetem. Najbardziej ucierpiała moja prawa ręka, która w ostatnich sekundach zasłoniłam twarz. Niemal natychmiast skóra na tej właśnie ręcę przybrała śliwkowej barwy i spuchnęła. Syknęłam , po czym ostatkami sił podniosłam się. Cholera. Ból, piekielny ból. Chyba jest złamana, lecz nie poddam się. Dam radę i potem najwyżej jakoś usztywnię sobie tą głupią kończynę. Grube krople wypływały z kącików mych oczu. Koszulka powolutku nasiąkała łzami. Jestem sama skazana na odwieczne  cierpienia. Zsunęłam się plecami po lodowatej ścianie i opadłam na ziemię. Nie pamiętam chwili, gdy wszelkie moje zmysły wygasły.

***

- Niech pan będzie dobrej myśli. Ma silne serce i wciąż walczy.
- Ona leży tutaj od dwóch tygodni nie dając znaków życia. Jest jak lalka, piękna lalka, do której się mówi, ale to jest pozbawione sensu, bo i tak nie odpowie.
- Proszę wierzyć, a teraz przepraszam, ale muszę iść.
Słyszałam głosy. Najczęściej jednak były one łamiące się w połowie wypowiedzianego zdania. Nie potrafiłam unieść powieku ku górze ani poruszyć jakąkolwiek częścią ciała. Ciągłe pikanie na kardiomonitorze działało na mnie nadzwyczaj kojąco. Codziennie ktoś gładził moją dłoń, a potem całował w czółko. Niestety... Nie miałam pojęcia kim ta osoba była... Wiem jednak jedno. Ten dotyk był dla mnie jak woda dla spragnionego...

2 komentarze:

  1. OMG tak... Optymistyczna i świrnięta Julka wróciła! I powiem tylko jedno.... NIE BOJĘ SIĘ WĘŻY ALE WIEM ŻE ZROBIŁAŚ TO SPECJALNIE BY MNIE WRÒCIĆ DO NORMALNOŚCI! *Zastanawia się co brała...*
    Bo... Ja kocham wszystkie żyjątka w tym pająki szczury i węże...

    OdpowiedzUsuń