sobota, 12 marca 2016

~ Z pamiętnika samobójcy ~ mega króciutki pościk

Post skierowany główie dla mojej przyjaciółki, a ona już wie czemu. 

*** 

3 marca 2016 roku

 Ciągle czuję na sobie nienawistne spojrzenia innych. Przenikają do mojego serca i niczym malutkie szpileczki tworzą kolejne dziury, których głębokość nie jest znana nawet mi. Ludzie coraz częściej przestają być ludźmi. Ból rozpiera moje ciało z siłą okropnie mocną. Dziś w nocy kolejna fala sennych koszmarów ogarnęła mój biedny mózg i kreowała obrzydliwe wizje. Aktualnie siedzę w pokoju. Jest pusty zupełnie jak mój wzork. Ściany niemalowane od wielu, wielu lat, a podłoga zaniedbana. To pomieszczenie idealnie opisuje mnie. Przytłaczająca cisza o dziwo działa na mnie jak heroina na beznadziejnego narkomana. Dobrze, że jeszcze nie dostaję chcicy, gdy nie mogę zaznać chwili spokoju. Powoli, bardzo dokładnie badawczym spojrzeniem oglądam moją lewą rękę. Liczne blizny, niektóre nawet jeszcze o barwie jaskrawoczerwonawej. Dopatrzyłem się i również z trzy pamiątki poparzeń. Ach. Wspomnienie ugaszania papierosów na mojej nagiej skórze przyprawiło mnie o podniecenie. Ekscytacja zadawania sobie bólu jest dla mnie czymś w rodzaju sztuki. Abstrakcyjne obrazy na cielesnym płótnie. Tak moge się nazwać artystom. Wszelkie problemy znikają w chwili, gdy zaczynam tworzyć. Wena twórcza wtedy nie opuszcza mnie nawet na chwilę. Raz nawet udało mi się namalować cudowny pejzaż szarej rzeczywistości. Szkarłatna ciecz opatuliła mnie niczym matka, która zawsze kocha swe dziecię. Jednak kiedy zabraknie mi pomysłów na nowe obrazy? Co ja wtedy pocznę? Na pewno nie mam zamiaru by moja czaszka ponownie wtopiła się w tłum ludzkiej zawiści. Nienawidzę nawet spoglądać na drugiego człowieka. Przyprawia mnie to wtedy o odruch wymiotny. I choć dawno straciłem swą godność nie mam zamiaru przechodzić przez to po raz kolejny. Zaufałem zbyt wiele razy... Moja duszyczka już więcej nie mogłaby przywiązać się do jakiejś istoty na nowo. Paniczny lęk przed straceniem nienarodzonej jeszcze więzi jest jak paraliż. Zawładnął bowiem moje paskudne, splute wstydem ciało i nie pozwala na wszelakie kontakty międzyludzkie. Jedynie co mogę to udzielać się artystycznie. Jednak coraz częściej pragnę zasnąć w mężnych ramionach brunatnych desek. Dokładnie przeanalizowałem plan działania. Garść tableteczek, które przepisał mi ten pożal się Boże doktorek w śnieżnym kitelku popitych wysokoprocentowym trunkiem. To będzie prawdziwa uczta z moją przyjaciółkom. Nigdy wcześniej nie wspominałem o niej, ale ona jest mi niezmiernie bliska. Jej imię przyprawia mnie o dreszce. Śmierć.


8 komentarzy:

  1. Piękne. Po prostu cudowne. Rozpiera serce które wchłania je pełnią uczuć. Nie wiem... Jak to opisać. Więc powiem jedno jedyne słowo. Dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładnie,pozdrawiam..☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Jessi... Nie ładnie tak nie chodzić do kościoła na rekolekcje... XDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siedziałam koło JaMy (buhaha) Inez i Wiki gdy nagle obok mnie... Szmata ;-; bidna ja... Ponad godzinę obok szmaty...

      Usuń
    2. A ja spałam. Ach ta cudowna sprawiedliwość.

      Usuń