Bez zbędnych słów dzisiaj... zapraszam do czytania 😀😀
"Ojczulek."
*perspektywa Julki*
Mój stan zdrowia psychiczego z każdym dniem ulegał pogorszeniu. Nie potrafiłam już nawet płakać. Zupełnie jakby limit tych słonych kropli wyczerpał się doszczędnie. Poranki rozpoczynałam od głębokiej modlitwy. Dłonie złożone w pokuntym geście i myśli skupione jednynie na Bogu. Kto by pomyślał, iż ja - Julia przejdę aż drastyczną zmianę. Mentalność mojej duszy jednak funkcjonowała bardzo dobrze. Widoczna potrzebne mi to było. Intymne rozmowy z Dobrym Ojcem działają jak lekarstwo na wszelkie zło tego jakże zepsutego świata. Aczkolwiek od tych działań powstrzymał mnie przystojny niebieskooki. I tak oderwana na chwilę od wszelakich szaleństw - odrodziłam się jak feniks z popiołu. Znów ta sama dziewczyna, z nie wpisanym w dokumenty ADHD. Oczywiście nie byłam aż tak radosna... Rozsądek wciąż skupiał się na poważnym stanie Jessicy. Pragnęłam z całego serca aby moja ukochana siostrzyczka się wybudziła. Widok maszyny, która za nią oddycha jest jak najgorszy koszmar senny. Dlaczego ona, a nie ja? Czy jest jakiś malutki skrawek nadzieii, iż ona jeszcze kiedykolwiek będzie stąpać po soczystej trawce swymi bosymi stopami? Czy dane jej będzie ujrzeć zjawiskowy zachód słońca na piaczystej plaży? Och piekielny ból wypełnia mnie od środka. Cierpienie I obawa przed stratą Jessi wtargnęła do mojego krwiobiegu niczym paskudne zarazki. Na szczęście cały czas czuwa nade mną jakby na kształt anioła stróża pewien urodziwy młodzienic. Tak, tak.. Jack. Odkąd go tylko poznałam nie potrafie nawet jednego dnia spędzić bez niego. Był dla mnie oparciem. Sytuacja ze śpiączkom doprawdy nas do siebie zbliżyła. Często upajałam się zapachem namiętnych perfum ów chłopaka. Jego łagodny dotyk natomiast działał jak tabletki na dobry sen. Wyciszały, po czym przeniosiły do krainy relaksu i głębokiego spokoju.
*szpital*
Głaskałam beznamiętne palce mojej siostry. Widok, który mi towarzyszył nie mógł pozostać obojętnym. Blada, praktycznie kredowa skóra, sine usta, których wargi były delikatnie rozchylone. Moja Jessi... Wyglądem mogła dorównać nieboszczykowi, a nie pięknej młodej kobiecie. Poczułam ucisk w żołądku.
- Wróć do mnie. - szepnęłam odgarniając kosmyk włosów z jej obojętnej, szczupłej buzi.
Wtem rozległo się pukanie do drzwi. Bez emocji w głosie zarzuciłam krótkie "proszę". Mimowolnie przeniosłam zmęczony wzrok na osobę, który dłuższą chwilę szarpała się z klamką. Prychnęłam pogardliwie, gdy moim oczom ukazał się ciemnowłosy mężczyzna. Miał na oko trzydzieści lat i kilkudniowy, seksowny zarost. Raczej latynoski typ urody. Tak sądziłam po złotej opaleniznie i charakterystycznych rysach.
- Czego znowu tu szukasz? - warknęłam w kierunku osobnika płci przeciwnej.
- Przyszedłem do córki, ale to nie twoja sprawa. Przypominam ci, gówianro że jestem starszy od ciebie i należy mi się szacunek. - silił się o opanowany ton głosu.
Tego było za wiele! On ma czelność nazywać Jessicę swoim dzieckiem?! Jestem naprawdę ciekawa tych nastu lat... Pewnie nawet nie wie kiedy Jess obchodzi urodziny...
*perspektywa Jessicy*
Mój ojciec, ale jak to?! Czyli te silne dłonie na mym policzku to dotyk rodzicielskiej troski... Kardiomonitor zaczął dosłownie tracić zmysły. W pewnej chwili wydawał z siebie jedynie nie przyjemne dla ucha piski - bardzo krótkie piski. Walczyłam ze swoim ciałem. Wygrana kosztowała mnie ogrom wysiłku. Poruszyłam palcem wskazującym. Niestety ruch ten był minimalny. Prawdziwe wynagrodzenie za bójkę otrzymałam chwilę później. Udało mi się unieść stalowe powieki ku górze. Mój wzrok był zamglony. Widziałam jedynie zarysy trzech postaci. Stali nad twardym łóżkiem i krzyczeli. Krztusiłam się. Nie byłam w stanie zaczerpnąć powietrza. Rurka w gardle przyprawiała mnie o odruchy wymiotne. Cholerne katusze wiły się na mnie jak boa dusiciel. Napłynęła mnie fala zmęczenia. Ponownie straciłam świadomość. Czy ja umarłam? Mój umysł to jedna wielka nicość. Zawsze sądziłam, iż niebo wygląda inaczej...
*perspektywa Julki*
Emocje huczały mi w głowie jak Dzwon Zygmunta podczas szczególnych okazji. Zbudziła się, moja maleńka... Euforia jednak nie trwała długo. Kiedy aparatura zmieniła swoje zachowanie nakazałam ojcu Jess by ten prędko zawołał personel. Lekarz w białym kitelku pojawił się w sali nadzwyczaj szybko. Asysta w postaci dwóch pielęgniarek wykonywała w skupieniu wszystkie polecenia doktora. Zostałam wyproszona z pomieszczenia, a wraz ze mną i ciemnowłosy panicz. Widać było zdenerwowanie wmalowane w jego ciemne obramówki oczu. Przez chwilę pomyślałam nawet, że zależy mu na mojej siostrze... Jednak to kompletny nonsens... Po piętnasu minutach ujrzałam lekarza. Wyszedł z sali poprawiając stetoskop zarzucony na szyi. Już miałam zamiar wypytać co i jak, lech ubiegnął mnie ojczulek.
- Panie doktorze co z moim dzieckiem?! - łamiący się głos zapewne nie był udawany...
- Rozintubowaliśmy ją. Teraz o jej życiu decydują dwie najbliższe doby. Na razie proszę nie wchodzić na OIOM. - powiedziawszy to po prostu odszedł do innych pacjentów zlewając się ze szpitalnym tłem.
Łzy wypłynęły z moich bursztynowych oczu. Usiadłam na krzesełku i trzęsącymi się dłońmi przeszukiwałam fioletową torebkę. Gdy tylko natknęłam się na telefon - wyjęłam go i wybrałam numer do Jack'a. Tylko on może mi teraz pomóc.
*perspektywa Jack'a, w drodze do szpitala*
- Naprawdę masz gdzieś jej los?! Przecież ona może umrzeć! - krzyczałem na brata mocno przy tym zdzierając struny głosowe.
Szczerze życie Jessicy nie było mi obojętne. Owszem nie znałem jej, ale czułem targające moją biedną głowę poczucie wine. Miałem wrażenie, iż to wszystko moja sprawka, a przecież tak też nie było... W dodatku Julia... Aksamit jej brązowych włosów, zgrabna sylwetka i magiczny uśmiech. Od razu serce przyśpieszyło rytmu na myśl o tej niesamowitej istotce...
*szpital*
Truchem dostałem się do miejsca, przy którym znajdowała się sala intensywnej opieki medycznej. Tuż przed wielkimi szlanymi drzwami siedziała zdruzgotana Julka. Zacisnąłem szczęke i usiadłem obok niej. Objąłem ramieniem dziewczynę, a ona wtuliła się we mnie jak niemowlę.
- Cśś... jestem przy tobie... - mruknąłem muskając ustami jej główkę.
*perspektywa Jeffa*
Mam dość! Wszyscy zwariowali na punkcie tej Jessicy! No ludzie! ona ucięła sobie tylko dłuższą drzemkę... Dobrze, że w tym starym szpitalu jest chociaż automat z napojami. Moje podniebienie z niecierpliwością czekało na łyk gorącej czekolady. Jack'uś zapewnie jest przy swojej ukochanej. To znaczy... Jeszcze nie, ale widać, że uczepiła się go jak papierek na naelektryzowany materiał.
Po pierwsze Jeffrey`u wypraszam sobie ja się nikogo nie uczepiłam...
OdpowiedzUsuńPo drugie co Jessica ujrzy? Tam jest błąd Jess...
Po trzecie wiesz że dedykowałam ci rozdz na wattpadzie?
Błąd się wkradł... A to głupia autokorekta. >,< Zaraz wbijem na wattpada.
UsuńNieeeeee.... >.<
UsuńPs. Te ostatnie zdanie z lekcji fizyki, tak? XDD
OdpowiedzUsuńOwszem. Pozdrawiam Panią K. :)
UsuńHueh... Fizyka... Ach szkoła... Taaak... Polski xDD oni będą opracowywać lekturę a my już to zrobiłyśmy...
OdpowiedzUsuńHello - nie wiem czy będzie mi się chciało przyjść do szkółki.
UsuńNo nieeeeee... XDD gdyby nie moi rodziciele i ich bzik na punkcie szkoły... Bidna ja ;-;
OdpowiedzUsuńOch, buntuj sie.
UsuńPisze rozdz na wattpadzie z wyjątkowym nabijaniem się z Jeffa xDD
OdpowiedzUsuńZgiń marnie!
UsuńNabijałam xDD i jeszcze... Znalazłam poniżającego fan arta XDD ja taka ZuA
OdpowiedzUsuńPrzyjdz jutro biox mam pomysł na opko z Jess i Julią na wattpada i pomysła do siostrzyczek xDD
OdpowiedzUsuńSzkoła to miejsce nie najlepsze dla mej osoby. Och, zapomniałabym jutro lekcje na 8:50... Aczkolwiek nie wyczekuj bym się zjawiła.
UsuńNoup masz być *Sorry za dużo anime Akuma no riddle* Tam to taki patol jak u nas w klasie. Tyle że tam to klasa pełna morderców...
OdpowiedzUsuń