czwartek, 10 marca 2016

Prolog "siostrzyczki"

                              Hejka
    Witam Was po długiej przerwie!  :D przybywam z nowym opowiadaniem i mam nadzieję,  że się Wam spodoba!
       

      "Kolejny powód do kłopotów?"  

*narracja ogólna*

promienie słoneczne już dawno wygrały walkę z małymi szparkami,  które wplecione były w karmelowe zasłony. Złocista gwiazda mimo to nie miała zamiaru odpuścić niczym kat mający wykonać lada moment egzekucję. Aczkolwiek nie było powodów do zdziwień,  bowiem wskazówki na brązowym zegarze wskazywały godzinę jedenastom.  Prawie południe,  a niejaka Julia wciąż trwała w namiętnych objęciach samego Morfeusza. W sumie... Miękkość pościeli i cudowna wizja senna to nie byle banał. Julia,  od zawsze różniła się od swojej siostry Jessicy,  która właśnie wkroczyła do sypialni z impetem. Na jej lekko bladej twarzyczce malował się ogrom pesymistycznych uczuć.  Od zniechęcenia,  aż po nawet głęboki żal.
- Julka,  wstawaj!  - z różowych warg nastoletniej panny wydobył się donośny krzyk.
Na hałas oczywiście zareagowała śpiąca dziewczyna. Mimowolnie i z wielki grymasem uniosła powieki ku górze, po czym leniwie przeniosła się do siadu. Zgromiła siostrę pioronującym spojrzeniem.
- Dlaczego mnie budzisz tak wcześnie?! I to dotego w niedziele?!  - wciąż zaspana brunetka nie kryła swojego oburzenia.  Jessica przygryzła kurczowo wnętrze swojego policzka.
- Obawiam się jutra... Nowa szkoła,  nowe wyzwania i... I pewnie kolejne powody do kłopotów.  - jej głos wręcz się łamał.
Julka westchnęła głęboko.
- Damy radę... Jak zawsze,  a teraz uśmiechnij się,  Jess. - odparła pokrzepiająco siląc się o wymuszony uśmiech.
- Ej!  Nie nazywaj mnie tak!  - burknęła sięgając zwinnie po puchatą poduszkę by chwilę później rzucić nią w ukochaną siostrzyczkę.
I tak rozpętała się wielka bitwa przy akompaniamencie śmiechów, rechotów i typowych dla rodzeństw wyzwisk...

*następnego dnia,  szkoła*

- Jak wyglądam? - zapytała Julia wygładzająca dłońmi bawełnianą koszulę o fioletowym zabarwieniu.
- Tak ja zawsze,  czyli brzydko. - odparła szybciutko Jessica z sakrastycznym uśmieszkiem na naturalnie malinowych ustach.
Cóż... Trzeba przyznać,  i obie niewiasty prezentowały się doprawdy dobrze. Młodsza o kilka miesiący Julia - podkreśliła odważnie oczy za pomocą czarnego eyelinera,  a na zgrabne nogi czarne rurki. Stopy zaś postanowiła okryć materiałem zamszowych koturnów w fiołkowym odcieniu. Włosy splotła w schludny warkocz holenderski. Jessica natomiast była odziana w smoliste legginsy idealnie opinające zaokrąglone,  kobiecie biodra. Do tego niskie,  białe trampki i bluzka o tym samym kolorze,  której rękawy podwinięte były aż do samych łokci. Fryzura jak i makijaż... Tam królowała skromność. Niedbały koczek i subtelnie wytuszowne rzęsy. Na szczęście tyle wystarczyło aby wydobyć naturalne piękno brązowowłosej.
Nastolatki wchodząc do klasy nie miały pojęcia czego się spodziewać. Pchnęły niepewnie za pozłacaną klamkę od dębowych drzwi i chwiejnym krokiem przekroczyły wysoki próg pracowni chemicznej. Od razu opatulone zostały ciepłym uśmiechem belferka.  Była to starsza kobieta z osadzonymi okularami czubie zadartego nosa.
- To właśnie są siostry Adler. Jessica i Julia. Przyjechały do nas aż z samego Los Angeles. Powitajcie je naprawdę najlepiej jak tylko potraficie. - przyjaźń w głosie tęgiej nauczycielki biła niczym najjaśniejsza łuna na błękitnym sklepieniu niebieskim.
Ach... Miły,  empatyczny pracownik placówki szkolnictwa jest niczym rzadki skarb na dnie głębokiego oceanu. Potrzeba prawdziwego szczęścia by na takowego natrafić.

*perspektywa Jessicy*

Czułam jak bordowa krew dosłownie rozsadza mije biedne skronie,  a serce kołotało jakby opętane przez jakieś złowrogie duszyczki.  Żołądek natomiast opleciony grubym łańcuchem nie zbyt przyjemnie dawał o sobie znać. No tak... Ból brzucha stresu to jedna z najgorszych możliwości. Szczerze?  Nienawidzę tego,  naprawdę!  Ciągle nowi ludzie,  nowe miejsca... Mimo wszystko zebrałam się w sobie i przyrzekałam,  że dam radę!  Weszłam do obszernego prostokąta o przyjemnych dla oka miętowych ścianach. Wbiłam spojrzenie w czuby swoich butów przy okazji badając głębię ciemnych płytek,  które ułożone były w jakiś banalny wzorek. Dobrze,  iż Julka jest przy mnie... Inaczej już pewnie dawno bym uciekła do swojego ulubionego miejsca w lesie,  gdzie jeszcze nigdy nikogo nie spotkałam. Najpewniej nikt nie wiedział o tej usłanej kwieciem polance. Tam znikają wszelkie problemy i zmartwienia,  a kontakt z naturą zamienia łzy w szczery uśmiech. Zamyślona wróciłam po chwili do klasy. Pani Collins okazała się być w dalszym ciągu miła i serdeczna. Przynajmniej jakiś plus... Zasiadłam wraz z siostrom w ostatniej ławce środkowego rzędu,  gdyż jedynie tam były wolne dwa krzesełka. Poczęłam nerwowo stukać o zniszczony blat biurka opuszkiem palca.
- Spokojnie... Zrelaksuj się. - powtarzałam ledwo co usłyszalnym tonem sama do siebie.
Zaszokowanie wmalowało się na moją buźkę niczym obraz na płótnie w momencie,  kiedy usłyszałam głos siostrzyczki. Julia postanowiła zapoznać się z dwoma panami,  którzy siedzieli przed nami. Nie mogłam uwierzyć... Julka po raz pierwszy okazała wyraźne zainteresowanie przedstawicielem płci przeciwnej. Zamrugałam razy kilkanaście aby upewnić się czy aby na pewno to nie absurdalny sen... Co się dzieje?  Moja siostra flirtująca!  Nie,  nie, nie! Zawsze sądziłam,  iż to szara myszka z ociupinką oleju w głowie... Chyba powinnam porozmawiać z Juliom po lekcjach w cztery oczy... Ta konwersacja nie będzie zapewne przyjemna dla jej osóbki. Starałam się ignorować póki co jej cudowny nastrój,  ale w momencie,  gdy z jej ust wyleciało moje imię wywróciłam teatralnie oczyma. Skinęłam głową w geście powitania,  a mój wzrok na chwilę zatrzymał się na jednym z młodzieńców. Wysoki o kruczoczarnych włosach i bynajmniej nie obojętnym zabarwieniu tęczówek,  bo w kolorze lśniącego srebra. Nie powiem zaintrygowało mnie jego spojrzenie. Był to niejaki Jeffrey,  ale nie przepadał chyba za pełną formą,  gdyż przedstawił się jak Jeff. Dostrzegłam jak biel jego twarzy przyozdobiła się w mikroskopijny uśmieszek. Jednak nie miałam ochoty na zapoznawanie z ludźmi... Zbyt wiele razy się zawiodłam, a rany przeszłości to blizny teraźniejszości... Znając życie i tak pewnie za jakiś czas się przeprowadzimy... Dlaczego moje życie musi być tak monotonne i otoczone płaszczem samotności? Ech... Widocznie taki los jest mi pisany.

*perspektywa Julki*

Jess powinna się wreszcie rozerwać!  Smutek w jej czarnych oczach mnie dobija każdego dnia... Nawet w moich snach nigdy nie była radosna niczym pięcioletnie,  beztroskie dziecko,  którego jedynym zmartwieniem jest czy zdąży obejrzeć wieczorynkę. Postanowiłam więc zapoznać pewnych przystojniaków. Okazało się,  że byli braćmi - jeszcze lepiej!  Jeden dla mnie,  a drugi dla Jessi. Szalony pomysł aczkolwiek przeczucie podpowiadało mi,  iż namieszają w naszym życiu i to bardzo mocno. Chociaż muszę przyznać odkąd weszłam do pracowni już mnie do nich coś pociągnęło,  ale bardziej jednak do Jack'a. W jego oczach można było wypatrzeć barwe zbliżoną do morza podczas odpływu... Działał na mnie jak magnez. Ja to ładunek dodatki,  a on ujemny. Nad jego osobistością zapewne zapieczętowana była jakaś magia, lub to jedynie marne zauroczenie... Ogarnęła mnie fala ciepła w podbrzuszu oraz policzkach.
- Dlaczego nic nie mówisz,  Jess?  - wypaliłam nagle w stronę siostry.
- Nie mów do mnie zdrobniale. - burknęła pełnym obojętności głosem.
Wzruszyłam ramionami przenosząc wzrok na drugiego z braci,  a mianowicie Jeff'a. Zauważyłam w pewnym momencie,  że kątem oka spogląda na Jessicę. W sumie... On milczał,  ona milczała..
- Się dobrali...  - pomyślałam i po chwili powróciłam do konwersowania z Jack'iem.

2 komentarze: