sobota, 12 marca 2016

~ONE SHOT - JELSA~

A więc. Nie znaczyna się zdania od "a więc". Naszła ochota na opowiadanku o Elsie i Jack'u, a że kraina lodu jest bliska mojemu sercu napisałam bardzo krótkiego one shota. Licze, iż się Wam spodoba :) A i jeszcze taka mała uwaga na początku jest przetłumaczony tekst cudownego utworu zespołu Nazareth. Zapewnie wiele z Was nie zna, a nawet nigdy nie słyszała nazwy tego pięknego zespołu. Polecam dobre, rockowe ballady. Ta muzyka właśnie wypełnia mnie i opisuje każdy rozdział mojego dotychczasowego życia. Miłego czytania :3 

 ~~Zawsze przy tobie~~


Miłość rani
Miłość kaleczy
Miłość zostawia blizny i plami 
Żadne serce nie jest tak wytrzymałe i silne
By znieść aż taki ból, by znieść aż taki ból 
Miłość jest jak chmura
Przynosi dużo deszczu
Miłość rani, och, miłość rani


  

Elsa dumnie stąpała do lodowym pałacu, którego wystrój zapierał dech w piersiach. Pierwszy raz od zadania siostrze piekielnego bólu czuję się naprawdę wolna. Nikt nie spoglądał na jej przyozdobione o rękawiczki dłonie ani też nie był skazany na jej łaskę. Bycie córkom królewskom to nie tylko ciągłe bale, na której błyszczała droga zastawa, w złotych kielichach podawane były najlepsze trunki, a dębowe solidne stoły nie potrafiły pomieścić ilości wytrawnych, aromatycznych mięs. Wbrew wszelkim pozorom to ciężka praca i ciągłe przestrzeganie dworskiej etykiety. Nie można nawet mrugnąć, gdy w pobliżu jest ktoś wyżej ustawiony niż sama księżniczka, bądź król. Takową osobom mógł być jedynie cesarz ewentualnie rosyjski Car. Przez pewien okres nawet i papież jako duchowny i piastun wszystkich narodów. Dziewczyna wzdrygnęła się na samo wspomnienie o jej dotychczasowym życiu. Złożyła sobie przysięge, iż jej aksamitna stopa nie przekroczy wysokich bram zamkówych Arendelle już nigdy. Teraz rozpoczyna kolejny dział.  Jest jak zapisana księga, lecz tylko do połowy. Rozpuściła tlenione włosy, a te swobodnie opaluliły kolejno jej ramiona, łopatki, a potem kobiece, ale nie przesadnie zaokrąglone biodra. Błękit lśniącej sukni idealnie wtopił się w błękit oczy młodej kobiety. Czy możliwym jest by cieszyć się z takich banałów jak uwolnienie związanych za pomocą gumki włosów? Wiele głupców zapewne odparłoby, iż nie. A jednak. Dla Elsy nawet taka nudna i pospolita czynność przyprawiała o gwałtowny wzrost adrenaliny i przyśpieszenie pracy serca. Tak. To właśnie wolność i cudowny smak beztroskich chwil. Smutki odeszły w kąt, łzy zastąpił uśmiech, ale czy potrzeba bliskości drugiej osoby nie przerośnie dawnej władczyni? Cóż... Blondwłosa na razie nie dopuszczała do siebie nawet takich myśli. Czym prędzej postanowiła zwiedzieć okolicę. Krajobraz zimowy wydawał się być nadzwyczaj magiczny. Niewielkie wzniesienia, a także i większe góry przykryte grubą kołderką puchatego śniegu wydawały się jakby właśnie tulił je sam Morfeusz. Śnieżek delikatnie pruszył z zachmurzonego sklepienia niebieskiego. Nie zbyt przyjemne strumienie zimnego powietrza muskały poczerwieniałom twarzyczkę niewiasty. Widać było grymas niezadowolenia jaki namalowały śliwkowe usteczka dziewczyny. Nawet jako pani zimy nie chciała by za parę godzin leżeć w miękkim łóżu z termometrem pod pachą. Wszystko ma swoje granice, a zwłaszcza jeśli chodzi o życie lub zdrowie. Jak widać... Coś ze starej Elsy pozostało - ta sama ostrożność i trzeźwy umysł. Wolność nie odebrała jej nawet miligrama rozsądku. I dobrze. Atmosfera stawała się coraz bardziej chłodna. Było niesamowicie zimno. Oddech w powietrzu mógłby w mgnieniu oka zamarznąć. Błękitnooka nuciła pod zgrabnym noskiem słowa ulubionej piosenki aby odpędzić od siebie myśl o odmrożonych uszach... Zresztą nie tylko o nich. Nucąc utwór przypomniała sobie o Annie. Zdawało jej się jakby dostrzegła przez moment jej ognistą czuprynę. Przyśpieszyła kroku rzecz jasna na tyle ile pozwolił jej opór diabelskiego powietrza. 
- Anka! - krzyczała, a w kącikach jej oczu zebrały się szczere łzy.
Zatęskniła. A przecież miała odciąć się od wszystkich, bo jest potworem i ochydnym wybrykiem natury. Nikt nie szanuje przecież odmieńców. To wyrzutki i nic nie znaczący plebs. Kiedy tylko różnisz się od grupki jakiś ludzi od razu skazany jesteś na cierpienie i samotnie spędzony czas. Tylko czasem zastanawiasz się dlaczego czas nieubłaganie ucieka ci między palcami, a ty nic nie możesz zrobić... Albo podporządkujesz się innym i założysz teatralną maskę, albo pozostaniesz sobą w całej okazałości. Czegokolwiek być nie wybrał i tak poznasz smak wielkiej goryczy... 
- Ania... - padła na usłaną z białych płatków pościel. Jej puls powoli zanikał, powieki mimowolnie przymknęły hipnotyzujące tęczówki. Wydała ostatnie tchnienie i odeszła. Duszyczka opuściła beznamiętne ciało kierując się wprost do domu Dobrego Ojca. Tam zastanie to czego nie mogła dostać za życia. Szczęście, miłość, radość i rodzinne ciepło wypełniające wszystkie zakamarki. Szybowała tak wprost przed siebie jakby bez obaw o zgubienie szlaku. Droga o dziwo doskonale znana. Klucz w złotej bramie sam się przekręcił. Królewsto Niebieskie w całej okazałości. Elsa pełna nadzieii na lepszą przyszłość tuż przy boku samego Boga kroczyła niepewnie po pierzastej dróżce, której koniec znajdował się przy jakimś domku. Kwadratowy budynek, a w jego wnętrzu mnóstwo zdjęć, a na nich czteroletnia dziewczynka wraz z siostrom i rodzicami. Cała trójka perliście uśmiechnięta. Od tej fotografii biła jaskrawa łuna. Rodzina to wszystko czego nam potrzeba i taki raczej był sens tego... Kolejne zdjęcie to rudowłosa również mała dziewczyna. Stała ze ściągnętymi ku dołowi kącikami ust, a w ręku trzymała pluszowego misia. Oparta była o dębowe drzwi jakby w oczekiwaniu na kogoś. Widać było jakie emocje targały tą młodom istotkę. Smutek, rozpacz, rezygnacja, lecz i jakaś ociupinka wiary , iż kiedyś los się zmieni. Nigdy nie rezygnujmy z naszych bliskich nawet jeśli nam dosłownie zatruwają życie. To jedynie ulotne chwile. Wczoraj to nie dziś, a jutro to przyszłość.  
- Nie! - na czole młodej kobiety widać było srebrzyste kropelki potu. 
Nie równy oddech ciężko było uspokoić podobnie jak obołą głowę. Blondwłosa przeniosła się do siadu próbując uspokoić myśli. Nagle poczła silne, męskie ramiona na swoich drobnych barkach. 
- Znowu koszmary? - pełen opiekuńczości ton dział na kobietę kojąco. 
- T-tak... - wydukała i niekontrolowanie wybuchnęła płaczem.
Łzy strużkami wydobywały się z oczu biegnąc po policzkach i żuchwie. Całe szczęście miała przy sobie ukochanego białowłosego Jack'a. Mężczyzna objął ją czule i ucałował w w skroń. 
- Cii... Jestem przy tobie, zawsze. - wyszeptał jej do ucha.
Co by zrobiła bez Frosta? Nie miała zielonego pojęcia. Kochała tego wariata całym swoim sercem. To on roztopił lód, który zgromadził się właśnie w tym miejscu. Między tą dwójką każdego dnia rodziła się jeszcze większa namiętność i uczucie pożądania. Uzupełniali się niczym alfa i omega. Ona jest początkiem,  a on końcem.  Jak się poznali? Hmm... Chyba od zawsze byli sobie niezwykle bliscy. Ich bratnie dusze wiedziały o swoim istnieniu zanim po raz pierwszy spojrzeli sobie w oczy. A podobno nie ma na świecie dwóch ideantycznych płatków śniegu... 

2 komentarze:

  1. Rany... Kari pisze dramaty... Ty romanse... A ja myślę o pogrzebie... Odechciewa się żyć.... Mam dziś dzień rozmyślania nad sensem życia i nie czuję się na siłach by odpowiednio ocenić to cudo....

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiem co czujesz, a raczej się domyślam...

    OdpowiedzUsuń